Zakopane, piękno Tatr i cały świat

Jordania, śladami Biblii

Haszymidzkie Królestwo Jordanii

Skąd pomysł na ten kraj w sumie to nie wiem, u kogoś na Facebooku zobaczyłam zdjęcia, a że trafiły się tanie loty, to głupio byłoby nie skorzystać.

Jest 14 czerwca 2019 rok, lecimy do Jordanii, kraju przesiąkniętego biblią. Przed wylotem z Polski warto zakupić Jordan Pass, to bardzo korzystna oferta dla turystów, bo jest to rodzaj turystycznej wizy jednokrotnego przekraczania granicy, połączonej z biletami wstępu do wielu atrakcji turystycznych na terenie całej Jordanii.

W Ammanie lądujemy o 9:00 rano, odbieramy samochód i ruszamy zwiedzić najważniejsze zabytki w mieście. Po przylocie warto wymienić walutę od razu na lotnisku, aby nie szukać specjalnie kantoru, bądź banku.

Kurs waluty jest sztywno ustawiony w stosunku do dolara 1$ = 0,7 JOD. Natomiast 1 jod to jest 5,50 zł.

Roaming w Jordanii jest bardzo drogi, a ceny internetu z kosmosu, więc warto również kupić lokalną kartę sim. Do wyboru jest Zain, Orange, Umniah. Żeby kupić kartę trzeba pójść do jednego z oddziałów Zain (tylko w większych miastach i na lotnisku w Ammanie). Potrzebny będzie paszport. Ceny karty zależy od tego, czy kupujecie tylko internet 3G, czy także LTE . Wybraliśmy tylko 3G.

 

Amman

To stolica Jordanii i największe miasto w kraju. Położone jest na stromych zboczach i w głębokich krętych dolinach. To dzięki świetnemu położeniu miasto może się cieszyć wieloma oryginalnymi punktami widokowymi. Miasto jest bardzo gęsto zabudowane, znajdują się tutaj ogromne osiedla mieszkaniowe, z każdej strony otacza nas beton i tylko beton, a po ulicach pędzi tysiące samochodów. To miasto imigrantów, którzy przyczynili się do jego rozrostu. Nie należy jednak do zbyt czystych, ale w porównaniu do Madaby jest całkiem nieźle.

Rzymski Amfiteatr

W dzielnicy Downtown Amman znajduje się Rzymski Amfiteatr, to jeden z najważniejszych zabytków miasta, najbardziej znana zabytkowa budowla Ammanu.

Wchodząc do Amfiteatru od razu mówcie, że macie Jordan Pass.

Odrestaurowany i świetnie zachowany obiekt, przyciąga uwagę wielu turystów, którzy wspinają się mozolnie po bardzo stromych schodach. Wypolerowany wapień użyty do ich budowy jest bardzo śliski. Część widowni została wykuta w skałach stromego zbocza. Widownia mogła pomieścić nawet do 6 tys.widzów. Zamożniejsi zajmowali miejsca w dolnych rzędach, natomiast najwyżej położone miejsca mieli biedniejsi.

Amfiteatr rzymski

Amfiteatr rzymski

Amfiteatr rzymski

Naprzeciwko amfiteatru usytuowany jest wielki plac, jedno z najpopularniejszych miejsc na wieczorny relaks, spacer, czy grę w piłkę. Po obu stronach widowni znajduje się Muzeum Tradycji Ludowej oraz Muzeum Etnograficzne. W obu znajdują się tradycyjne stroje miejscowych Beduinów, narzędzia i wyroby rzemieślnicze. Zaaranżowano również wnętrza typowego domu wiejskiego oraz beduińskiego namiotu. Znajdują się tutaj również wspaniałe mozaiki.

Cytadela Amman

Tuż przed zachodem słońca wjeżdżamy na wzgórze Jabal al-Qal’a, które góruje nad miastem. Znajdujący się na szczycie Pałac Umajjadów z niebieską kopułą sięga tysiąca ośmiuset lat przed Chrystusem. Pałac Umajjadów pochodził z VII lub VIII wieku, jednak został zniszczony przez trzęsienie ziemi w 749 roku. Do dnia dzisiejszego zachowały się wyłącznie fundamenty i fragmenty ścian budynków. Z myślą o zwiedzających zrekonstruowano jedno pomieszczenie na planie krzyża przykryte kopułą.

Zwiedzając cytadelę, udajemy się najpierw ścieżką wokół wzgórza, po drodze mijamy pozostałości kościoła bizantyńskiego. Wykopaliska archeologiczne odsłoniły fundamenty, fragmenty kolumn i pozostałości murów. Niegdyś stał tutaj meczet, obecnie pozostał tutaj jedynie wyrównany plac z licznymi kolumnami. 

Choć wzgórze nie należy do najwyższych w Ammanie, to rozciągają się z niego spektakularne widoki na miasto, zwłaszcza na amfiteatr i zachód słońca.

Na wzgórzu znajduje się Narodowe Muzeum Archeologiczne z przedmiotami głównie pochodzących z wykopalisk archeologicznych na terenie Jordanii oraz ziem palestyńskich za Jordanem. Eksponaty ułożone są w porządku chronologicznym od epoki kamienia łupanego do czasów islamskich.

Madaba

Po zwiedzeniu Ammanu jedziemy do Madaby, gdzie nocujemy w Queen Ayola Hotel.

Niestety nie mogę polecić tego hotelu, cena do jakości zbyt wygórowana. W drodze powrotnej dostaliśmy ciut lepszy pokój, ale i tak szału nie było. Jakim cudem on ma tak dobrą opinię, to ja nie wiem. Jedynym plusem jest to, że hotel znajduje się w samym centrum miasta niecałe 2 minuty spacerem od cerkwi św. Jerzego.

Madaba

Madaba

Madaba

Madaba to spokojne miasteczko, ale bardzo zaniedbane. Śmieci fruwają dookoła, niestety nie jest to widok przyjemny dla oka. Mimo tego ściągają tutaj pielgrzymi z całego świata, których celem jest Góra Nebo, Betania miejsce chrztu Jezusa, oraz niezwykłe mozaiki.

Kolejnego dnia opuszczamy hotel, jedziemy na Górę Nebo a następnie do Betanii.

Góra Nebo

Po arabsku Dżabal Nibu to góra o wysokości 835 m n.p.m., z której ku Ziemi Obiecanej spojrzał przed śmiercią Mojżesz. Według Starego Testamentu to tutaj prawdopodobnie jest miejsce jego pochówku. Mojżesz był uznawany za wielkiego proroka nie tylko dla chrześcijan, ale także w islamie.

 

Góra Nebo

W marcu 2000 roku miejsce to odwiedził papież Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Jordanii. Od tamtej chwili miejsce stało się celem każdej pielgrzymki do Ziemi Świętej, połączonej z wizytą w kraju za Jordanem.

Z tej okazji postawiono tu charakterystyczny pomnik, krzyż opleciony przez węża symbolizujący laskę Mojżesza. Wykonał go Giovanni Fantoni, artysta z Florencji. Zasadzone zostało również drzewko oliwkowe.

Na szczycie znajduje się sanktuarium Mojżesza zbudowane w miejscu zwanym Dżabal Siagha. Zabytkowa część budynku pochodzi z VI-VII wieku, ale i starsze mury tworzące kaplicę, baptysterium i pomnik Mojżesza zostały w nią włączone. Świątynia runęła w wyniku trzęsienia ziemi w 797 roku. Dziś na miejscu starej bazyliki wznosi się nowa świątynia, w której można oglądać oryginalne mozaiki. Najważniejsza z nich, którą koniecznie trzeba zobaczyć, pochodzi z 531 roku, przedstawia sceny myśliwskie i pasterskie ze zwierzętami, żyjącymi niegdyś w regionie.

Wybudowano tu również muzeum, a w nim umieszczono zdjęcia okolicy i przedmioty z tutejszych wykopalisk.

Z tarasu roztacza się wspaniały widok na leżącą o 1200 m niżej Dolinę Jordanu i morze Martwe, a także daleką Wyżynę Judei. Widok ten oprócz papieża Jana Pawła II podziwiał również w 2009 roku papież Benedykt XVI.

Betania za Jordanem

Kolejnym punktem zwiedzania jest Betania za Jordanem, to najważniejsze miejsce pielgrzymkowe w Jordanii. Przez długie lata po II wojnie światowej nie było możliwości prowadzenia żadnych prac wykopaliskowych, gdyż w większości tereny te były zaminowane. Dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego między Jordanią a Izraelem w 1994 roku udało się odkryć pozostałości wielu kościołów, domów modlitewnych i misy chrzcielne. Od tej też pory pielgrzymi i turyści mogą przybywać do miejsca chrztu.

Dojazd do Betanii

Do miejsca chrztu w Betanii za Jordanem nie dociera żadna komunikacja miejska, można dojechać tutaj jedynie samochodem, bądź ze zorganizowaną wycieczką. Po drodze znajdują się drogowskazy „Baptism Site”. Droga jest rewelacyjna, wyrwy w asfalcie zdarzają się bardzo rzadko nawet na bocznych drogach. Zmierzamy w stronę jednej z najgłębszych depresji  świata.

Następnie należy zostawić samochód na parkingu i wykupić bilet wstępu, który obejmuje przejazd mikrobusem, lokalnego przewodnika oraz spacer 2 km ścieżką obok wykopalisk. Będąc już na miejscu, warto mieć ze sobą wodę pitną, nakrycie głowy i luźną przewiewną odzież. Ta nadrzeczna puszcza jest tropikalnie gorąca i przypomina lasy południowo-wschodniej Azji. Dalej idziemy pieszo. Czas na chwilę wyciszenia, modlitwę.  Wchodzimy w gąszcz tamaryszków. Powietrze jest gęste i parne, ciśnienie wysokie. Nic dziwnego, jesteśmy 350 metrów poniżej poziomu morza. Część drogi jest osłonięta przed promieniami słonecznymi, ale niewiele to pomaga. W takim skwarze, nawet telefon potrafi się zagotować i odmówić robienia zdjęć.

Miejsce chrztu Pana Jezusa Chrystusa

Dochodzimy do miejsca, w którym Jezus z Nazaretu został ochrzczony przez Jana Chrzciciela. Znajdują się tutaj pozostałości rzymskie i bizantyjskie w tym kościół, klasztor, jaskinie używane przez pustelników i baseny, w których celebrowano chrzty, świadczące o religijnym charakterze tego miejsca. 

Wiosną 2000 roku miejsce to odwiedził papież Jan Paweł II, i odprawił Mszę Świętą, w której uczestniczyło 25 tysięcy wiernych. Jego wizyta tylko potwierdziła, że to właśnie tutaj znajdowała się Betania za Jordanem. W późniejszych latach pielgrzymkę do Betanii odbyli również Benedykt XVI oraz Franciszek.

Po kilkunastominutowym spacerze przez tamaryszkową dżunglę docieramy do pięknego kościoła św. Jana Chrzciciela, który w roku 2005 został uroczyście konsekrowany przez greckiego prawosławnego patriarchę Jerozolimy.

Nad rzeką Jordan

W pobliżu greckiej prawosławnej cerkwi, pod czujnym okiem strażników jordańskich, dochodzimy do świętej rzeki Jordan, która niknie w oczach. W ciągu ostatnich czterech lat jej poziom obniżył się o cztery metry. Po drodze mijamy piękną kamienną chrzcielnicę, baptysterium, do którego trafia przefiltrowana woda z Jordanu. Pielgrzymi używają jej podczas ceremonii sakramentu chrztu. Płynąca żółta od mułu, bardzo zanieczyszczona rzeka i tak przyciąga tłumy pielgrzymów, do której wchodzą, zanurzając się po pas. Szczególnie trzeba uważać, aby nie naruszyć przypadkiem granicy jordańsko-izraelskiej, która przebiega środkiem meandrującej rzeki. Tylko flaga Izraela na drugim brzegu mówi, że kilka metrów dalej jest już inne państwo.

Miejsce robi wrażenie, człowiek w jednej chwili przenosi się kilka wieków wstecz. To jordańskie miejsce chrzcielne jest na szczęście na razie niemal całkowicie pozbawione infrastruktury turystycznej, ma atmosferę jedyną w swoim rodzaju. Jedyny sklepik z pamiątkami znajduje się w miejscu, w którym czeka na nas bus, który zawozi nas na parking samochodowy.

Powrót i czas na Petrę

Wracamy na parking i ruszamy w stronę Petry. Początkowo jedziemy wzdłuż Morza Martwego, drogą nr 65 zwaną popularnie Dead Sea Highway w najgłębszej depresji świata. Jest to trasa piękna krajobrazowo. To bezodpływowy akwen, którego lustro wody leży ponad 400 metrów poniżej poziomu morza i nadal się obniża. Woda przez dużą zawartość soli jest tak gęsta, że nie sposób tu utonąć.

Dlaczego nie podjechaliśmy nad sam brzeg morza, tego nie wie nikt. 😉 Spoglądaliśmy na nie tylko z góry. 

Droga Królewska

Dalej droga oddala się od wybrzeża i wije się ostro do góry. To droga Królewska, legendarny szlak znany już za czasów starożytnego Egiptu.  Każdy turysta marzy o tym aby go przemierzyć. Droga jest bardzo kręta, stroma i nie pozwala na szybką jazdę. Po drodze można podziwiać najpiękniejsze jordańskie krajobrazy. Wyjeżdżamy na wysokość około 1500 m n.p.m. to jedne z najwyższych gór w Jordanii. Ze szczytu możemy podziwiać kanion, nazywany Jordańskim Kanionem Kolorado. Surowy krajobraz skalnych klifów robi ogromne wrażenie.

Zatrzymujemy się na punkcie widokowym, można tutaj zakupić sobie pamiątkę, oraz ręcznie tkany dywanik. Patrząc na dolinę, gdzieś tam w dole znajduje się kanion Wadi al-Maudżib oraz zapora na rzece. Pokonanie Drogi Królewskiej bez ciągłego zatrzymywania się jest w zasadzie niemożliwe, tyczy się to osób potrzebujących uchwycenia pięknej scenerii w obiektywie.

Droga Królewska

Po drodze zatrzymujemy się w restauracji Green Guesthouse na obiedzie z której nadal możemy podziwiać piękne widoki. Lokalizacja jest obłędna, ale jedzenie nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia. Pod wieczór dojeżdżamy w okolice Petry, gdzie w hotelu Mussa Spring, spędzamy dwie noce.

Przed nami wspaniały dzień w Petrze.

Skalne miasto Petra

Petra w Jordanii to jeden z cudów współczesnego świata, unikat na skalę ogólnoświatową. Wymarłe miasto starożytnych Nabatejczyków, jest słynne za sprawą monumentalnych świątyń i grobowców wykutych w ścianach skalnych. Wpisana na listę UNESCO jest tworem natury, piękna i zarazem cholernie droga. Przez dziesiątki lat po starożytnej Petrze wędrowały owce i kozy. W jaskiniach i nabatejskich domach rodziły się i umierali beduińscy nomadowie. W końcu w roku 1985 jordański rząd pospołu z UNESCO i USAID doszli do wniosku, że Petra może przynieść Państwu ogromne pieniądze i tak też się stało. Wybudowali Beduinom bloki, do których ich przenieśli. Część do Wadi Musa, część do nowo powstałej na wzgórzu nad Petrą wsi Umm Sihon a z Petry zrobili atrakcję turystyczną. 

Petra czynna jest od 6.00-18.00 w lecie, a zimą do 16.00, bilety są wahają się w granicach od  50/55/60 JOD  na 1/2/3 dni. Bilet trzydniowy jest ważny  przez 4 dni. Osoby które przyjechały do Jordanii na jeden dzień płacą za bilet 90 JOD to prawie 500 zł. 

Petra

Co warto zwiedzić w Petrze? Zabytki

Jeśli ktoś nie lubi tłoku i zgiełku to polecamy wyjść bardzo wcześnie rano, wtedy mamy parę godzin spokoju, zanim przyjdą tutaj grupy zorganizowane. Większość osób zwiedza Petrę i tak tylko od wejścia do skarbca, ewentualnie wspinają się do Klasztoru/The Monastery. Jednak, aby dotrzeć we wszystkie ciekawsze miejsca, potrzebny jest na to cały dzień, około 20 km, ale trzeba mieć naprawdę dobrą kondycję, bo jest kilka stromych podejść, które trzeba pokonać w pełnym słońcu. Na terenie Petry oznakowanie  praktycznie nie istnieje. Sporadycznie są jakieś tablice albo strzałki wskazujące kierunek. Pozostałe trasy są odwiedzane przez nielicznych i my do nich należymy. Trasę do Skarbca Faraona można pokonać dwukołowym wozem ciągniętym przez konia, bądź na koniu.

Ważna uwaga i zarazem prośba

Dalszą trasę leniwi turyści pokonują na osiołku bądź wielbłądzie. Oczywiście nie polecamy tego, zresztą to zmora Petry, osły są bardzo obciążone, ślizgają się po wygładzonych stopniach, są bite i serce się kroi, jak się na to patrzy. Dlatego prosimy, nie korzystajcie z takiego rodzaju transportu, chodźmy na własnych nogach jeśli to tylko możliwe.

Ruszamy w głąb Petry, najpierw idziemy szerokim traktem, wygodną drogą jak do Morskiego Oka. Kamienista dróżka biegnie wzdłuż suchego koryta okresowej rzeki Wadi Musa. Im głębiej droga się zwęża, a skały nabierają wysokości. Trudno o bardziej spektakularne widoki, wyglądem co nieco przypominają Góry Stołowe. 

Wąwóz Siq

Docieramy do wąwozu Siq, wąskiego gardła, gdzie ponad 100 lat temu przed wejściem do Petry widniał piękny kamienny łuk, tworząc piękną bramę. Łuk ten zawalił się gdy, region nawiedziło trzęsienie ziemi. Wędrujemy ponad kilometr pośród skał sięgających około 30 metrów wysokości. Przystaję co jakiś czas, aby uwiecznić te wspaniałe cuda robiąc zdjęcia i kręcąc filmy. Kanion doprowadza nas do najsłynniejszej budowli w Petrze Skarbca Faraona. To najbardziej znana i obfotografowana fasada wyrzeźbionego piętrowego grobowca.

Grobowiec – skarbiec Faraona

Grobowiec wykuty jest głęboko w skale. Beduini wierzyli, że w środku ukryty jest złoty skarb jednego z faraonów. Żeby się do niego dostać strzelali nawet do rzeźb na fasadzie. Szczególnie do 4-metrowej urny na szczycie fasady. Prowadzą do niego schody, ale wnętrze jest mroczne jest w nim tylko kilka niewielkich pomieszczeń wykutych w skale. 

Przed skarbcem na dużym placu, znajduje się budki i stragany z pamiątkami. Tutaj trudno jest się opędzić od tubylców, którzy namawiają, na przejażdżkę na wielbłądzie, ośle oraz na zrobienie sobie zdjęcia nad skarbcem.

Antyczny Amfiteatr

Tymczasem od skarbca idziemy na prawo w stronę wykutego w skale teatru. Mijamy z lewej i z prawej strony kolejne wykute w skale grobowce, które w późniejszych czasach mieszkańcy Petry przerabiali na mieszkania. Mijamy antyczny, wykuty w skale amfiteatr z I w.p.e., który po rozbudowie mógłby pomieścić nawet 8 tysięcy widzów. 

Grobowce Królewskie

Za teatrem w dolinie Wadi Musa znajdują się ruiny miasta z ulicą kolumnową, a po jej prawej stronie widać wspaniałe Grobowce Królewskie. Imponujące fasady wykuto w całości w kolorowych skałach. Pierwszy od prawej to Grobowiec Urnowy, następny trochę skromniejszy Grób Jedwabny, ale za to o niezwykłych kolorach piaskowca. Kolejny Grób Koryncki przypominający fasadę Skarbca oraz ostatni Grób Pałacowy, którego górną część dobudowano z kamiennych bloków, gdyż skała była w tym miejscu za niska. 

Ulica Kolumnowa

Idąc wzdłuż ulicy z kolumnowej stoją pozostałości po Bramie Temenosu, niegdyś miała zamykane drewniane drzwi, oddzielała gwarną ulicę od ważnej świątyni jaką był Qasr al-Bint. Znajduje się tutaj kilka restauracji oraz pawilon z niewielkim muzeum archeologicznym i sklepem z pamiątkami. Zaraz za nim zaczyna się długie i męczące podejście w stronę drugiego najbardziej efektownego grobowca w Petrze. 

Ad-Deir położone jest wysoko w górach, a droga do niego wiedzie po ścieżce pamiętającej czasy nabatejskie. Wspinając się różowym szlakiem, trzeba pokonać ponad 800 stromych schodów, co w upale jest bardzo męczące. Wizyta w tym miejscu powinna być obowiązkowym punktem zwiedzania, pomimo iż trasa nie należy do najlżejszych. Po drodze jest kilka punktów z pamiątkami, można w nich również zakupić wodę, także nie musicie się o nią martwić. Nagrodą za trudy podejścia jest wspaniały widok na potężną fasadę Monastyru. 

Monastyr – Ad Deir

Klasztor Al-Deir, bo tak brzmi jego prawdziwa nazwa, pełnił funkcję mauzoleum. Wbrew jednak nazwie był to największy grobowiec w Petrze, ale nigdy nieukończony. Wysoki na przeszło około 48 m, pochodzący z I w n.e. Naprzeciwko grobowca znajduje się mini restauracja w której można napić się soku ze świeżych pomarańczy, i przekąsić coś drobnego. Miejsce na odpoczynek jest fantastyczne. 

Z Monastyru można podejść na punkty widokowe ze skraju skalnego płaskowyżu, skąd rozpościera się niesamowity widok na dzikie skały i góry w kierunku Wadi Araba. Stąd również zaczyna się szlak po skalnych półkach w kierunku Małej  Petry, oddalonej o ok. 3 godz. marszu. 

Wadi al Farasa

Po dłuższym odpoczynku wracamy do miejsca z którego odchodzi pomarańczowy szlak Wadi al Farasa. To miejsce w którym odpoczywają wielbłądy i osiołki. Skręcamy tuż przy kwadratowej budowli, była najważniejszą świątynią Petry, a poświęcona została Duszarowi, czyli Bogu Nabatejczyków. Budowla jest ogrodzona płotem. 

To alternatywa dla tych, którzy nie chcą wracać tą samą trasą, szlak omija bowiem Dolinę Petry, a kończy się tuż przed Skarbcem. Szlak początkowo wiedzie łagodnie do góry. Przed nami  po lewej stronie na zboczu Dżabal Madbach ukazują się grobowce fasadowe. 

Grobowce, tajemnicze świątynie

Dochodzimy do Grobowca ze złamanym Przyczółkiem i Grobowca Renesansowego, któremu nazwę nadał przewodnik archeologiczny. Fasada przypominała mu bowiem mistrzów włoskiego renesansu. Grobowiec nie jest zbyt duży, ale ma zachowane prawie wszystkie motywy dekoracyjne. Kolejny grobowiec to Rzymski Żołnierz. 

Dochodzimy do kolejnej świątyni, która przypuszczalnie była miejscem kultu. Nazwa zabytku, czyli Świątynia w ogrodzie była uważana przez pierwszych badaczy Petry za ogród. Na wiosnę cała dolina jest pokryta w tym miejscu kwitnącymi krzewami. Tu można podobno zobaczyć słynne czarne Irysy będące symbolem Jordanii.

Od tego momentu, wspinamy się ostro do góry, po tajemniczych, stromych i bardzo śliskich schodach. Podejście jest bardzo emocjonujące, bo chwilami są miejsca bardzo eksponowane i przepaściste miejsca, a schody mocno zerodowane.

Mijamy „skalnego grzyba”, na którego nóżce znajduje się prawie półtora metrowej wysokości monument składający się z niszy i medalionu z ludzkim popiersiem.

Wielka Wyżyna Ofiarna

Upał daje się we znaki, pomalutku kończy się nam zapas wody, a końca wycieczki nie ma. Dochodzimy do Wielkiej Wyżyny Ofiarnej, mijając po drodze wielkie obeliska o wysokości 7 metrów. O tyle został obniżony tutaj poziom góry. Tutaj też na moje szczęście można było kupić wodę od tubylca, który na moje oko musiał mieszkać gdzieś w jaskini. Ta woda dodała mi energii i zdecydowanie polepszyła nastrój. 

W tym miejscu trochę się pogubiliśmy, gdyby nie GPS poszlibyśmy na wprost, aby jednak trafić w miejsce na przeciwko skarbca, należy skręcić w prawo mając po lewej stronie zadaszoną wiatę. Za dziedzińcem znajdują się tarasy skalne, skąd rozpościera się fantastyczny widok na centrum Doliny Petry oraz na otaczające ją góry. 

Jabal Umm Al-Amr najpiękniejszy punkt widokowy.

Stąd zaczyna się najmniej przyjemne zejście w dół, osypujące się kamienie, wąskie przejście pod półką skalną mrożą krew w żyłach. Dlatego niezbędne są dobre buty, najlepiej turystyczne z grubą podeszwą. Oczywiście, jeśli zdecydujemy się tylko na zwiedzanie Skarbca, można wtedy przyjść tu nawet w sandałach. 

Szlak ten wymaga dość dobrej kondycji, dlatego trafiają tutaj nieliczni, oprócz nas nie było tutaj nikogo.

Schodzimy w dół, do miejsca w którym przeciwległe ściany prawie się ze sobą stykają. Szlak kończymy na Ulicy Fasadowej, w miejscu gdzie Wadi Musa łączy się z mniejszą, wąską doliną Wadi Muhafir. 

Dochodzimy do Jabal Umm Al-Amr, najpiękniejszego widoku na Skarbiec Petry. To najlepsza miejscówka dla każdego fotografa, warto było się natrudzić. Oczywiście żeby się tutaj dostać, można od skarbca skręcić w lewo i wspiąć się po schodach, po którym my będziemy schodzić. Znajduje się tutaj wiata, w której można również zakupić wodę. Widok jest obłędny, to prawdziwa uczta dla oczu i serca, choć ekspozycja chwyta za gardło.

Sami zobaczcie. 

Po wspaniałej uczcie dla oczu, wracamy w dół. Zejście jest dość strome, nie ma żadnych zabezpieczeń, stopnie są bardzo śliskie i nierównomiernie wykute w skale. Praktycznie schodzi się tutaj na tyłku. 😉

Znajdujemy się z powrotem przed Skarbcem. Słońce inaczej pada, więc i kanionu Siq wygląda teraz zupełnie inaczej. 

Powrót ulicą Fasadową

Na koniec wycieczki ostatni kilometr, dałam się namówić na krótką przejażdżkę na koniu. Po 18 km docieramy do wyjścia, ogólnie czujemy zmęczenie, upał zrobił swoje. Czas na dobrą kolację i odpoczynek. 

Tak jeszcze na koniec to w Petrze kręcono kilka filmów. Najbardziej znany Film „Indiana Jones i ostatnia krucjata”, oraz „Mumia powraca” z 2001 roku.

Mała Petra

Z samego rana udajemy się na północ od Wadi Musa do oddalonej o 10 km Małej Petry (Little Petra). Jej oficjalna nazwa to Siq Al-Barid, co oznacza „zimny kanion”. Dostać się tutaj można swoim samochodem, lub taksówką, transport publiczny tu nie jeździ. Drogą asfaltową jedziemy w kierunku Umm Sayhoun, gdzie na końcu miejscowości skręcamy w prawo. Przed nami pojawiają się wspaniałe formacje skalne, dalej na skrzyżowaniu skręcamy w lewo i dojeżdżamy do parkingu przed wejściem do Małej Petry. 

Pomimo że wstęp jest darmowy, dociera tutaj zdecydowanie mniej turystów. To miniaturka Petry, atrakcji jest tutaj niewiele, ale można tutaj poczuć się jak w baśni. Jesteśmy pierwszymi turystami, cisza i spokój dookoła, to magiczne miejsce. 

Przy parkingu znajdują się beduińskie namioty z pamiątkami i jedzeniem. Po ich minięciu wchodzimy do wąskiego kanionu z kilkoma grobowcami mniejszych rozmiarów. 

Wąwóz Siq Al-Barid

Na początku przechodzi się obok Triclinium z elegancką fasadą. Następnie wchodzi się do wyjątkowo ciasnej szczeliny między dwoma skałami. Tutaj ma swój początek Siq al-Barid. W jej szerszym miejscu znajduje się wykuta w skale piękna Świątynia, z dużą fasadą i dwoma kolumnami oraz tzw. malowany dom, czyli komnata w której zachowały się fragmenty polichromii ściennej. Po drodze można spotkać beduinów, którzy za wszelką cenę będą namawiać na zwiedzenie komnaty za opłatą. Oczywiście nie ma tu obowiązku płacenia, ale dla nich 1 Jod to bardzo dużo, więc warto nawet za zdjęcie uszczęśliwić taką osobę. 

 

Dalej kanion ponownie się zwęża, stając się skalną szczeliną, bez problemu można go jednak przejść. W końcu dochodzimy do straganu, na którym kończy się szlak. Można jeszcze podejść na punkt widokowy, ale jednak rezygnujemy. Po dwóch dniach zwiedzania Petry, widoki już się nam opatrzyły. 

Na parking wracamy tą samą drogą. O mały włos ta czarna śliczna kicia nie wylądowała w naszym samochodzie. Niestety nie udało by się jej przemycić na pokład samolotu. A szkoda….. moja kotka na pewno by się ucieszyła hihihi.

Wadi Rum – kolejna atrakcja którą musisz zobaczyć

Przed nami około 120 km drogi do Doliny Wadi Rum, najpiękniejszej pustyni świata. Pustynne tereny doliny są oszałamiające piękne, nieważne o jakiej porze roku, inaczej wyglądają oświetlone za dnia, a jeszcze inaczej o zachodzie słońca. Jedziemy wspaniałą drogą w kierunku wsi Wadi Rum prowadzącej od szosy z Rashidiyah.

Przejeżdżamy przez bramę, która symbolizuje początek pustyni. Tu sprawdzana jest formalność, posiadanie Jordan Pass, bądź bilet. Najlepszym rozwiązaniem jest zarezerwowanie noclegu wraz z wyżywieniem oraz wycieczką z przewodnikiem. Jeśli ktoś nie dokonał zawczasu rezerwacji, może to zrobić w Visitors Center. 

Przy Visitors Center czeka na nas lokalny przewodnik wraz ze swoim pick-upem. Auto zostawiamy na bezpłatnym parkingu. Pustynną dolinę można zwiedzać na różne sposoby: pieszo, na wielbłądzie, lub jeepem z lokalnym przewodnikiem. Odradzam, wjeżdżać na pustynię na własną rękę nie mając auta 4 x 4, tak się kończy jazda.  

Oaza spokoju, ciszy i piękna

Dojeżdżamy do naszej oazy, w tym pięknym miejscu będzie nam dane spędzić jedną noc w namiocie i pospacerować w okolicy. Łazienka wraz z toaletą znajduje się naprzeciwko namiotów. Woda jest tutaj ogrzewana przez słońce i o dziwo ciśnienie wody jest lepsze niż w hotelu w Madabie. Oprócz tego znajduje się tutaj duży namiot do wspólnego przesiadywania, posiłków i palenisko przy którym można oglądać gwiazdy i prowadzić rozmowy do późna w nocy.  

Jesteśmy tutaj jako pierwsi turyści i do głowy by nam nie przyszło, że praktycznie do wieczora wszystkie miejsca noclegowe się zapełnią. W większości to sami Polacy, para Ukraińców i Angole. 

Imponujący zachód słońca na pustyni

Pod wieczór udajemy się w okoliczne skały na zachód słońca. Różnobarwne odcienie piaskowca przybierające co rusz to inne kolory, stwarzają, że możemy tutaj podziwiać typowo marsjańskie krajobrazy. Erozja w skałach wywołana głównie wiatrem, bijącym o skałę, wyrzeźbiła ogromne góry stołowe, skalne ostańce, naturalne skalne mosty i dziesiątki innych form skalnych. Natomiast osypujący się ze skał piasek, zbiera się w dolinach i kotlinach tworząc wydmy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Kolacja warta wszystkich pieniędzy

Po pięknym zachodzie słońca wracamy do obozu, przed nami beduińska kolacja zwana Zarb, nie zawaham się tutaj użyć słowa „uczta”. Sam obrządek wyciągania jedzenia z ziemi, to swego rodzaju rytuał, który przeżyć po prostu trzeba. Ale tylko raz 😉

Przygotowane jedzenie jest zakopywane w ziemnym piecu, głębokim na około 1 metra. Do beczki wrzuca się żarzący węgiel, na nim kładzie się ruszt, na którym układa się na trzech platerach rozłożonych jeden nad drugim jedzenie. Mięso wszelkiego rodzaju jak kurczak, baran, koza. Z mięsem na ruszcie mamy smażone pomidory, bakłażany, marchew, ziemniaki, ryż z cebulą. Całość przykrywamy pokrywką, izolujemy kocami oraz przysypujemy piachem. Po kilku godzinach mamy potrawę, która jest jednocześnie uwędzona, ugotowana na parze i upieczona. 

Czas wykopać jedzonko!

 
 
 
 
 
 
Czas rozpocząć ucztę…prosimy nie przeszkadzać 😉
 
 

Na dobranoc

Po obfitej kolacji zachęcamy spędzić jeszcze czas na zewnątrz namiotu i oddać się całkowicie rozgwieżdżonym gwiazdom na niebie. Tutaj gwiazdy lśnią dużo mocniej, a niebo tutaj ma zupełnie inny wymiar. Podczas nocnego seansu jak w planetarium, dodatkowo możesz korzystać do woli z herbaty z mięta którą serwują tubylcy. Z gwiazdami kładziemy się spać do naszego namiotu. Namiot wykonany jest z czarnej wełny koziej, w ciągu dnia bardzo szybko się nagrzewa, natomiast w nocy może się Wam przydać dodatkowy koc. 

Wadi Rum – atrakcje warte odwiedzenia 

Kolejnego dnia zaraz po śniadaniu ruszamy Jeepem w głąb pustyni Wadi Rum. Jedziemy w sześć osób, sami Polacy plus nasz kierowca-przewodnik o imieniu Salem.

Skalny kurczak z jajkiem

Pierwszą atrakcją jest skała łudząco przypominająca kurczaka i ogromne jajo. Znajdująca się obok skała pozwala się na nią wdrapać, a z niej możemy podziwiać fantastyczne widoki. Następnie przewodnik zachęcił nas do zabawy. Każdy dostał po cztery kamyczki i musiał je wrzucić do otworu skalnego. Salem miał to już nieźle przećwiczone, ale nam się też udało po kilka wrzucić. 😉

Jadąc samochodem już z daleko można było zobaczyć hałdę czerwonego piachu. Wydma była w tym dniu jeszcze nieskalana ludzką stopą, pomarszczona jedynie muśnięciem wiatru. Zrobiła na nas ogromne wrażenie, a nasz przewodnik napisał na piachu nasze imiona. Następnie zbiegliśmy ile sił w nogach z wydmy i pojechaliśmy do miejsca gdzie znajdowały się wielbłądy. 

Skalny most Umm Fruut Rock Bridge 

To naturalny bardzo łatwo dostępny most, więc jest obowiązkowym punktem zwiedzania. Wejście na niego zajmuje zaledwie 5 minut, choć starsze osoby mogą mieć nie lada problem. Jedynym problemem było zrobienie dobrej fotografii, z każdej strony praktycznie było pod słońce. Tuż obok skalnego mostu, znajduje się namiot, gdzie można napić się herbaty i zakupić pamiątkę. 

Zastanawia mnie jedno, czy są tutaj przeprowadzane jakiekolwiek badania dotyczące bezpieczeństwa tego mostu, niby wygląda masywnie, ale, no właśnie jest to, ale. 

Kanion Abu khashaba

To kolejne miejsce na naszej mapie zwiedzania. Kierowca zostawia nas przed wejściem do tego wąwozu. Ma na nas czekać z drugiej strony wąwozu. Trasa zajmuje ok. 30 minut, ale nikomu się nie spieszy jest pięknie, cisza i spokój dookoła. To jedno z niewielu miejsc, gdzie znajduje się sporo zieleni. Są tu więc krzewy i nawet drzewa. Po drodze spotykamy jaszczurkę, która kopała sobie dziurę w piasku, na nasz widok lekko się spłoszyła i uciekła na skały. To jedyne miejsce na pustyni, w którym można spotkać ptaki, a przynajmniej je usłyszeć.

W kilku miejscach rozwieszone są plastikowe karmniki na wodę. Będąc tam pamiętajmy je napełnić wodą. 😉 

Dalsza podróż trochę nas zaniepokoiła, jakieś dziwne odgłosy dochodziły spod podwozia. Ciągle coś się tłukło, ale nikt nie wie co to może być. Zatrzymujemy się na kolejnym punkcie zwiedzania, chodzimy po skałach, ale tylko w miejscach dozwolonych. Jedziemy dalej, aż w końcu staje się to najgorsze, urywa się nam koło…..

Najpierw dopada nas śmiech, a potem jednak stwierdzamy, że chyba nie jest za wesoło. Koło urwało się wraz ze śrubami a zapasowego przecież nie mamy. Mało tego jesteśmy gdzieś na środku pustyni, nie mając zasięgu i rzadko można tutaj kogoś spotkać. 

Generalnie i tak mieliśmy się zatrzymać na dłużej, bo wybiła godzina lunchu. Na szczęście awaria dopadła nas w miejscu, gdzie można było liczyć na sporą dawkę cienia. Pomimo poważnej awarii, nasz przewodnik zachował zimną krew, ale widać było jest bardzo zmartwiony. Pomimo tego zajął się przygotowywaniem dla nas obiadu, a potem poszedł w kierunku bardziej ruchliwej drogi na pustyni, aby kogoś powiadomić o awarii. 

Po obiadku pod skałą, nie pozostało nam nic innego jak trochę poleniuchować. Byliśmy już na tyle spokojni, że nie zostaniemy tutaj na dłużej bo została wezwana pomoc. Choć nie ukrywam, że fajnie by było doświadczyć takiej nocy pod gwiazdami, ale są one tutaj chłodne, więc raczej nie byłoby miło i przyjemnie. 

Po 2-3 godzinach przyjechała pomoc i udało się usunąć awarię. Mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.  

Grzyb skalny Mushroom Rock

To kolejny punkt zwiedzania, skała która jak nic przypomina grzyba. Wadi Rum ma kilka samotnych ciekawych formacji skalnych, a to jedna z nich. To tutaj spotkaliśmy największą liczbę turystów. Fajnie jest mieć takie zdjęcie

Dom Lawrence’a? 

To podobno symboliczne pozostałości domu Lawrence’a, a w zasadzie resztki ścian znajdujące się pod skałą. Żadne fakty historyczne nie potwierdzają tego, że mieszkał tutaj legendarny agent brytyjski, prawdopodobnie był tylko przejazdem w drodze do Akaby. Przez wieki żyły tu plemiona koczowników, a dolina była zupełnie nieznana, dopiero Lawrence’a ją rozsławił.

Same ruiny nie przyciągają zbytnio większej uwagi, ale będąc tutaj warto wdrapać się na skałę, na której znajduje się mnóstwo kopczyków. Stąd też rozpościera się piękny widok. 

Small Rock Arch – łuk skalny

To nasz ostatni łuk skalny jaki dzisiaj mieliśmy okazję zobaczyć. Łuk jest bardzo łatwo dostępny, ma około 4 metry długości. Podjeżdża się pod samą skałę, a wejście na niego trwa zaledwie 2 minuty. Część skały jest naturalną platformą widokową skierowaną na łuk, bardzo dobre miejsce dla fotografów. To najbardziej oblegany przez turystów łuk skalny.  

Kanion Khazali z petroglifami

To w zasadzie przedostatnia atrakcja naszej dzisiejszej wycieczki. Wejście do kanionu ukryte jest między skałami. Kanion jest  bardzo krótki, bo mierzy zaledwie 100 metrów i dlatego tym warto się do niego przejść. Na ścianach można ujrzeć petroglify, które powstały przez Nabatejczyków, które powstały co najmniej kilkaset lat temu. Znajdujące się tutaj inskrypcje z motywami religijnymi, mogą liczyć ponad 2 tysiące lat. W Kanionie znajdują się małe źródełka wypełnione wodą. 

Czerwona wydma Al Ramal / Red Sand Dune

Jedziemy w kierunku czerwonej wydmy Al Ramal, jednej z największych wydm w Wadi Rum. Sama wydma jest taka sobie, ale to wszystko zależy, o której godzinie się tutaj przyjedzie. Jeśli to będzie późne popołudnie, to niestety będzie ona już w cieniu i nie zrobi na Was większego wrażenia. Wejście na szczyt wydmy nie należy do łatwych, ale widok z jej góry jest niesamowity. Tutaj można spróbować swoich umiejętności na desce snowboardowej. Chętnych nie brakuje. Deskę wypożycza się w jednym z namiotów beduińskich. 

Ostatnie spojrzenie na pustynię

To już ostatni punkt zwiedzania. Wielbłądy mają tutaj swój wodopój i mogą odpocząć po całodziennej wyprawie. Biała wielbłądzica w związku z tym, że lubi uciekać musiała mieć związane nogi. Bardzo cierpiała z tego powodu, wydając niemiłosierne odgłosy.

W tym też miejscu rozstajemy się z naszą ekipą, rzucamy po raz ostatni okiem na piękne tereny i jedziemy na parking, gdzie zostawiliśmy samochód. Na pożegnanie Salem wręcza Markowi chustę na głowę. 

Zatoka Akaba nad Morzem Czerwonym

Żegnamy Wadi Rum, jedną z najpiękniejszych pustyń świata. Dalszą drogę kontynuujemy nad morze Czerwone do Zatoki Akaba, której wody należą do wybrzeża Izraela, Jordanii, Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Generalnie gołym okiem z wybrzeża Jordanii, możemy dostrzec wszystkie graniczące państwa. W miejscowości Akaba zatrzymujemy się w restauracji Al Shami, gdzie podają smaczne jedzenie. Naprzeciwko restauracji znajduje się pięknie oświetlony meczet. 

Późnym wieczorem dojeżdżamy do Darna Divers Village Beach Hotel & Dive Center, w którym zatrzymujemy się na dwie noce. Hotel leży w odległości 16 km od Akaby, przy ogromnej plaży South Beach. Upał jest nie do zniesienia, podejrzewamy, że jest około 35 stopni, to jakiś obłęd, a przecież za godzinę będzie już północ. Dlatego bardzo krótko byliśmy na plaży, najprzyjemniej było jednak w hotelu, bez klimatyzacji nie było czym oddychać. 

Miesiące letnie od czerwca do końca sierpnia, są niezwykle gorące i suche. Prawie cały czas jest słoneczna, bezchmurna pogoda, a upały mogą sięgać nawet 50 stopni C. 

South Beach – rafa koralowa i plażowanie

Poranek okazuje się być dużo chłodniejszy niż nocny wypad na plaże, więc jest szansa na mały plażing. Hotelowe śniadanie niestety bardzo kiepskie, mały wybór i mało smaczne, ale nie ma co narzekać, mała dieta się przyda. 

Po śniadaniu udajemy się na plażę, badamy teren jak zareagują na nas tubylcy. Plaża jest szeroka i ogólnodostępna, ale w większości można było tutaj spotkać turystów. Prawdziwe jednak skarby kryją się pod wodą, to wyjątkowo łatwo dostępne bo znajdujące się blisko brzegu i na małej głębokości rafy koralowe. 

Wystarczy wejść do kolan, aby zachwycać się kolorowymi rybkami i bujną roślinnością morską. Obowiązkowo należy mieć buty do wody. 

Nagle przy brzegu dostrzegamy dziwną rybę, wygląda, jakby była martwa, napęczniała od wody. Okazało się, że to Rozdymka, najprawdopodobniej, albo ktoś ją złapał, albo fala wyrzuciła ją na brzeg. Wystraszona, zwiększyła swoje rozmiary ciała, poprzez napompowanie wodą lub powietrzem. Po złapaniu jej za ogon wypuściła powietrze i odpłynęła. 

Akaba popularna miejscowość wypoczynkowa

Po południu, kiedy słońce zaczęło porządnie przypiekać, ponownie jedziemy do Akaby. To najtańsze miasto w Jordanii, warto więc właśnie tu zaopatrzyć się na targu w pamiątki i suweniry. Akaba jest jedynym portem morskim kraju i strefą wolnocłową na sprzęt elektroniczny, ubrania i kosmetyki.

Zajeżdżamy do restauracji, w której byliśmy wczoraj. Tym razem fundujemy sobie rybkę i owoce morza oraz pyszny sok ze świeżej limonki z lodem. Gdyby ktoś chciał zakupić alkohol, piwo to właśnie w Akabie znajduje się kilka sklepów monopolowych, bo tylko w nich można kupić napoje wysokoprocentowe. 

Plaża w Akabie

Na zachód słońca udajemy się na słynną plażę w Akabie. Panuje tu straszny zgiełk, ale to tutaj wolny czas spędzają Jordańczycy z całymi rodzinami. Przy plaży można było zauważyć zielone ogródki, w których miejscowi sadzą swoje warzywa. Prawdopodobnie okolice plaży to najbardziej żyzna ziemia w całej pustynnej Jordanii. 

Późnym wieczorem wracamy do hotelu, chcemy wstać bardzo wcześnie rano, bo przed nami 300 km drogi w stronę Morza Martwego. Droga jest nudna i mało ciekawa. Jedziemy głównie równiną, na której oprócz oszpeconych budynków i piachu nie ma nic więcej. 

Kanion Wadi Al-Maudżib 

Malowniczy kanion, który jest jedną z największych atrakcji w Jordanii, leży na terenie Rezerwatu Biosfery Maudżib. Kanion położony jest najniżej na świecie, bo aż 420 metrów poniżej poziomu morza. Jest pełen wodospadów, progów usypanych z wielkich głazów i ciasnych zakrętów. Dojeżdżamy do Visitors Center, gdzie można zamówić wycieczkę z przewodnikiem. Najkrótszy i najłatwiejszy szlak w kanionie, niewymagający przewodnika jest Siq Trail, wiedzie on dolną częścią doliny do wodospadu. 

Wejście do Siq Trail kosztuje 21 JOD za osobę, to około 140 zł. Atrakcja nie należy do tanich, ale warta jest tych pieniędzy.

Ubieramy się w kamizelki ratunkowe i maszerując po metalowej kładce dochodzimy do drabinki, którą schodzimy wprost do wody. Woda o dziwo jest bardzo ciepła, więc szoku termicznego nie dostajemy. Woda sięga powyżej pasa. Pewnie przy wyższym poziomie wody, na dzień dobry musimy się wykąpać. 😉 

Przejście tylko dla odważnych 😉

W dalszej części kanionu, ściany wąwozu stawały się coraz węższe i spektakularnie wysokie. Woda sięgała po kolana, a kanion się coraz bardziej zwężał. W końcu zaczęły się pierwsze przeszkody skalne, a nurt wody stawał się coraz silniejszy.  W związku z tym, musieliśmy schować plecak wraz z telefonem celem uniknięcia zamoczenia, to nie mamy zdjęć z dalszego przejścia. Można było wypożyczyć worek nieprzemakalny za 10 Eur, ale już same bilety nie były tanie, więc sobie odpuściliśmy. 

Siła w rękach przydatna w przejściu

Im wyżej tym było bardziej ekstremalnie, wspinaliśmy się za pomocą lin przytwierdzonych do ściany, po klamrach i drabinkach pionowo w górę. Na głowę z dużym strumieniem lała się woda, ciężko było złapać oddech. Bez pomocy partnera, nie miałabym szansy przejść tego szlaku. Na szlaku można liczyć na pomoc innych osób. 

A oto kilka zdjęć z prezentacji, jaką można oglądać w holu Visitors Center. Na końcu szlaku znajduje się wodospad, droga powrotna jest taka sama. W końcowej części kanionu, można sobie po prostu spłynąć z nurtem rzeki. Zabawa jest mega, polecam każdemu. 

Spędzamy tutaj około 3 godzin, choć samo przejście nie trwa dłużej niż 2 godziny. 

Jeszcze jedna istotna informacja, kanion można zwiedzać od 1 kwietnia do końca października, pod warunkiem, że woda w kanionie nie będzie zbyt wysoka. W ofercie znajdują się również inne rodzaje szlaków, ale wszystkie pozostałe są z przejścia tylko przewodnikiem. Szlaki mogą być również chwilowo zamknięte z powodu opadów deszczu. 

Madaba na biss

Z kanionu lecimy do Madaby to około 45 km drogi. Droga na wielu odcinkach jest kręta, stroma i fantastyczna widokowo. Po godzinie czasu dojeżdżamy na miejsce i w pierwszej kolejności udajemy się na obiad do Turkisch Kebab House. Jedzenie mega!!!

Miasto jest znane z wielu zabytków z okresu  wczesnego chrześcijaństwa. Jednym z ważniejszych zabytków jest Grecka Cerkiew św. Jerzego, w której znajduję się najstarsza mozaikowa mapa Ziemi Świętej. Niestety nie było nam dane jej zobaczyć, ale piszę o niej abyście mieli ją na uwadze. 

Kościół pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela

W samym centrum Madaby na najwyższym wzgórzu stoi kościół św. Jana Chrzciciela. Do jego budowy użyto elementów antycznych, kolumn korynckich, a znajdująca się wewnątrz studnia jest sprzed 3 tysięcy lat. Można jeszcze wejść na dzwonnicę i spojrzeć z góry na miasto. Widoki są super, zwłaszcza o zachodzie słońca. 

Tuż obok znajduje się Muzeum Madaby, które za 1 jod można zwiedzić. Kiedyś istniała tutaj kaplica, w której odsłonięto różnorodne mozaiki, jest też niewielka ekspozycja archeologiczna oraz etnograficzna. 

Późnym wieczorem wracamy do hotelu, to nasza ostatnia noc w Jordanii. Z samego rana opuszczamy hotel i jedziemy na lotnisko do Ammanu. Oddajemy samochód i wracamy do domu. 

Na koniec, muszę potwierdzić wszystkie wcześniejsze opinie o Jordanii. Piękna, warta zobaczenia i bardzo droga. 

 

Dodaj komentarz