Zakopane, piękno Tatr i cały świat

Korfu kwitnąca zielona wyspa

Malownicze zatoczki i piaszczyste plaże

Korfu po grecku to Kerkira, wysunięta najbardziej na północ z całego archipelagu Wysp Jońskich. To jedna z najpiękniejszych wysp w Grecji. Północna część wyspy jest górzysta. Panuje tutaj łagodny klimat i wspaniała bujna roślinność. Rosną tutaj gaje oliwne, a zielone grzbiety górskie dochodzą nawet do 900 m.n.p.m. Większa część mieszkańców żyje tutaj z uprawy roli. Są tutaj plantacje cytrusów, rosną migdały i winogrona.

Paleokastritsa

Rozpoczynamy podróż

Wylatujemy 28 kwietnia o 5:30 z lotniska we Wiedniu. Po półtorej godziny lotu, z czasową różnicą jednej godziny lądujemy na Korfu. Port lotniczy znajduje się 3 km od stolicy Korfu. Lądowanie to niezwykle emocjonująca chwila, ponieważ pas startowy prawie w całości otoczony jest wodą. 

Hitem jest obserwowanie lądowań, dlatego polecam je osobom, które pasjonują się spotterem. Zimą ląduje tutaj kilka samolotów dziennie. W sezonie ruch jest znacznie większy, choć mocno nieregularny. Najlepsze dni to sobota, piątek, poniedziałek (w tej kolejności), najgorszy jest czwartek.

Z lotniska odbiera nas przedstawiciel firmy turystycznej Tui w której wykupiliśmy lot wraz z noclegiem. Busem udajemy się na zachodnie wybrzeże do malowniczej miejscowości Paleokastritsa. To najpiękniejsze

Na miejsce przyjechaliśmy przed czasem, nasz apartament nie był jeszcze gotowy. Na szczęście pogoda sprzyjała, że mogliśmy się zdrzemnąć na leżakach przy basenie. Po całej nocy bycia w podróży, byliśmy nieźle zmęczeni. Po 2 godzinach oczekiwania, otrzymaliśmy klucz do apartamentu i za 5 EUR zamówiliśmy śniadanie.
 
 
 
 
 
Czy miejsce jest godne polecenia?
 
Szczerze, ze względu na piękny widok na zatokę to pewnie tak, ale już samo podejście do Villi sprawia nie lada problem. Dla osób nie posiadających samochodu to niezłe wyzwanie. Jest dość stromo ale większość domów, pensjonatów czy hoteli jest tutaj tak położonych. 
Apartament położony jest na piętrze, do naszej dyspozycji była sypialnia, aneks kuchenny i łazienka. Największym problemem była cieknąca woda w łazience, która non stop zalewała podłogę, oraz głośno chodząca lodówka wraz z całą elektrycznością. 
Ale przejdźmy do tej milszej części wyjazdu. 

W godzinach południowych zwiedzamy okolicę, dopiero jutro w planach chcemy wypożyczyć samochód. Miejscowość jest niewielka, w zasadzie znajduje się tutaj jedna główna ulica z kilkoma sklepami, tawernami, wypożyczalniami samochodów, skuterów i łodzi. Od niej odchodzą małe wąskie uliczki. O tej porze roku jest tutaj niezwykle kolorowo. Pięknie kwitnie Bugenwilla, Róże, Oleandry, Chińskie róże, Kuflik cytrynowy i wiele innych. Na drzewach rosną pomarańcze i cytryny. 

Na pierwszą zatokę schodzimy kanałem burzowym. To Zatoka Platakia otoczona skałami z drobnymi kamyczkami. Jest jeszcze pusta, a położony przy niej hotel zamknięty.

Zatoka La Grotta

Na szczególną uwagę zasługuje skalista plaża i Zatoka La Grotta, gdzie krystalicznie czysta woda przybiera przepiękny odcień zieleni. Schodzi się do niej stromymi schodami w lesie. Znajduje się tutaj ponoć jeden z najlepszych lokali w Paleokastritsa, ale w tym okresie jest jeszcze nieczynny. Wielka szkoda, bo już samo miejsce jest urocze. 

Zatoka Agios Spiridon

Podążając główną drogą dochodzimy do kolejnej zatoki o nazwie Agios Spiridon. To tutaj organizowane są rejsy łodziami po zatokach, oraz grotach Paleokastritsy. Jest najbardziej obleganą zatoką przez turystów. Na jednym z budynków umieszczona jest kamerka, dzięki której można podglądać pogodę na wyspie. Nad zatoką góruje bizantyjski klasztor Panagia Theotoku, u jego podnóży znajduje się duży parking dla samochodów i autobusów. Są tutaj również małe sklepiki z pamiątkami.

Klasztor Panagia Theotoku

Klasztor znajduje się wysoko na wzgórzu. Można do niego podjechać, ruch jest wahadłowy. Kiedy u góry parking jest zapełniony pozostaje podejście na pieszo. Droga do klasztoru wije się wąską serpentyną, warto więc przejść się 10-cio minutowym spacerkiem, bo z drogi rozpościerają się wspaniałe widoki na zatokę. Wejście jest bezpłatne, kobiety muszą mieć odpowiednie nakrycie. 

Klasztor Paleokastritsa Panagia Theotoku wzniesiony został na przełomie XII i XIII wieku, a następnie przebudowany w XVIII wieku. Nosi imię Dziewicy Maryi i jest jednym z najważniejszych zabytków Korfu.
Ma dwa poziomy, na dolnej części na dziedzińcu można zobaczyć tonące w kwiatach ogrody z kamiennymi łukami. Znajduje się tutaj studnia, dzwonnica, oraz niewielki, jednonawowy kościół.

W klasztorze znajduje się małe muzeum kościelne w którym znajdują się stare księgi, klejnoty oraz fragment szkieletu walenia i gigantyczna muszla.  W klasztorze działa tradycyjna prasa do oliwy z oliwek. Wejście jest bezpłatne, wędrując krużgankami można przenieść się w dawne lata, odetchnąć od upału i podziwiać piękne widoki z tarasu. Wchodząc na teren klasztoru kobiety powinny mieć zakryte ramiona. 

Na wyższym poziomie znajduje się duży kompleks klasztorny poświęcony Panagii w którym obecnie mieszkają Mnisi. Na wzgórzu oprócz klasztoru znajduje się restauracja, wiejska zagroda z kaczkami, gęsiami, kozami i baranami oraz maleńki cmentarz. 

Ze wzgórza rozpościera się piękna panorama na zatokę i otwarte morze. Z klasztoru wiedzie ścieżka którą można podejść pod krzyż znajdujący się na końcu wzgórza.  

Na koniec zwiedzania można sobie zakupić piękne malowane obrazy na płótnie. Jeden z nich jest już mój. 

Klasztor odwiedził Roger Moore, w trakcie kręcenia filmu z serii James Bond pt. „Tylko dla Twoich oczu”. Film w większości kręcony był na wyspie Korfu.

Drugi dzień na zielonej wyspie

Central square of Lakones

Następnego dnia, zaraz po śniadaniu idziemy wypożyczyć samochód. Cena nie należy do niskich, za 5 dni z ubezpieczeniem wypożyczenie auta kosztuje nas 215 Eur. Niestety w tym okresie sporo wypożyczalni jest jeszcze zamkniętych. Gdybym miała teraz doradzić to najlepiej wypożyczyć auto bezpośrednio na lotnisku. Wychodzi dużo taniej.

Ruszamy w stronę Central square of Lakones to malownicze miasteczko znajdujące się wysoko na wzgórzu. Wiedzie do niego bardzo kręta droga. Mega wąskie uliczki na jeden samochód, to szacunek dla kierowców autokarów. Jadąc dalej mijamy trochę ukryty mały klasztor Monastery of Saint Paraskevi. Aby go zwiedzić należy zadzwonić na dzwonku. 

Z góry rozpościera się widok na całą zatokę. Szczególnie pięknie jest z tarasu widokowego Cafe Dolce. To miejsce wyjątkowo upodobali sobie turyści, można się tutaj napić kawy, wypić piwo czy zjeść lody. 

Angelokastro – ruiny zamku Aniołów

Dalej jedziemy w stronę Angelokastro, gdzie na wzgórzu stoją ruiny zamku Aniołów. To jeden z najważniejszych zamków bizantyjskich z XIII wieku w całej Grecji. Droga do niego jest niezwykle wąska i kręta. Resztę drogi musimy pokonać na piechotę po brukowanych stopniach, które zaprowadzą nas do wewnętrznej wieży warownej. Przed samym wejściem w skale wykuto siedem kurhanów z sarkofagami. Ponadto górna wieża posiada zwieńczenie w postaci kościoła pod wezwaniem aniołów Michała i Gabriela. Wstęp kosztuje 2 Eur. 

We wschodniej części ruin zamku Angelokastro znajduje się kaplica poświęcona świętemu Kyriakowi, która służyła jako pustelnia. Została w całości wykuta w skale, a we wnętrzu nadal można obejrzeć osiemnastowieczne malowidła. Jest to jedna z trzech najważniejszych fortyfikacji Grecji, która miała służyć do obrony przed piratami. 

Oprócz samego spaceru po ruinach, niewątpliwą zaletą jest rozciągająca się panorama na zatokę i lazurowe wody morza Jońskiego. Jak na dłoni widać również zatokę Paleokastritsa.

W drodze powrotnej zwiedzamy małą typową jońską wieś Krini. Liczy ona zaledwie 200 mieszkańców. Większość budynków zbudowana jest z kamienia.

Z Angelokastro jedziemy na plaże Agios Georgios, a następnie do Kanału Miłości, który jest jednym z najsłynniejszych miejsc na Korfu. 

Plaża Agios Georgios Beach

To jedna z najdłuższych piaszczystych plaż na Korfu. Tuż przy plaży znajdują się hotele z barami i tawernami. Można sobie wypożyczyć parasol i leżak. W majowym okresie plaża zieje pustką, a temperatura wody niestety nie zachęca do kąpieli. Piwko zatem smakuje wyśmienicie. 

Po dłuższym odpoczynku na plaży nasze żołądki domagały się posiłku. W najbliższej okolicy polecaną restauracją była O Manthos znajdująca się tuż przy plaży. Faktycznie jedzenie było wyśmienite, miła obsługa i wspaniały widok na morze.

Tawerna 7th heaven 

Po pysznej obiadokolacji jedziemy w kierunku Peroulades, gdzie na szczycie znajduje się restauracja 7th Heaven ze szklanym małym tarasem wychodzącym poza wysoki klif. Spokojne i romantyczne miejsce na wieczorną kolację. Rozpościera się stąd wspaniała panorama na morze i całe wybrzeże. Miejsce jest dość gwarne, przynajmniej tak było w tym dniu kiedy je odwiedziliśmy. Młodzież spędza tutaj popołudnia i wieczory popijając drinki. Z restauracji można zejść schodami w dół na plaże. Z plaży klifowe wybrzeże wygląda zjawiskowo i rozciąga się aż do przylądka Drastis. Wysokie na kilkanaście metrów skały w wielu miejscach schodzą bezpośrednio do morza. 

Miejsce jest jak najbardziej godne polecenia. Sami zobaczcie. 😉

 

Canal D’Amour

Ostatnim punktem dzisiejszego zwiedzania jest Canal D’Amour. To wyjątkowe miejsce, z którym wiąże się legenda mówiąca, że przepłynięcie kanału to gwarancja trwałości związku lub szybka recepta na znalezienie miłości. Kanał Miłości to wspaniałe arcydzieło natury wyrzeźbione przez morze i wiatr. Złociste klifowe skały z piaskowca w połączeniu z turkusową wodą robią ogromne wrażenie na odwiedzających go turystów.

Piaskowcowe skały położone poziomymi warstwami jedne na drugim, przypominają ogromnego sękacza o różnych odcieniach biszkoptu. Wyrzeźbione przez naturę wąskie przesmyki wypełnia woda w odcieniu błękitu. Kanał należy zwiedzić z każdej strony.

Miejsce to najlepiej odwiedzić w godzinach południowych, wtedy kanał oświetlony jest w całości, natomiast o zachodzie słońca część kanału jest w cieniu, ale również wygląda imponująco. Dobrze jest wyjść gdzieś wyżej na wzgórze, aby zobaczyć cały kanał. 

Trzeci dzień zwiedzania

Pantokrator

Kolejnego dnia jedziemy na najwyższy szczyt Korfu Pantokrator. Pantokrator to z greckiego „Wszechwładca”, „Pan Wszystkiego”. Na strome wzniesienie, prowadzi bardzo wąska droga złożona z 25 serpentyn. Na szczycie jest bardzo mało miejsca na zaparkowanie samochodu, więc zapewne w sezonie podjazd na sam szczyt jest raczej nierealny. 

Według różnych źródeł szczyt znajduje się na wysokości pomiędzy 906 i 911 m n.p.m. To najwyższe wzniesienie z którego rozpościerają się najpiękniejsze widoki na okolicę i sąsiednią Albanię. Na szczycie może być dużo chłodniej, więc należy mieć jakieś wierzchnie ubranie.

Na szczycie znajduje się piękny klasztor Chrystusa z XVII w. Główne zabudowania klasztoru pochodzą z XIX wieku. Początkowo na szczycie góry znajdowały się antyczne ruiny świątyni Zeusa. Dzisiaj żyje tu kilku zakonników, którzy opiekują się budynkiem. Jest też mały sklepik i kawiarenka.

Góra jest oszpecona przez kilkanaście wysokich masztów z przekaźnikami i i antenami satelitarnymi. Jeden z nich najwyższy stoi „okrakiem” nad patio tuż przed klasztorem. U nas niedopomyślenia by było wejść na taki teren, zapewne byłby ogrodzony z zakazem wstępu. Tutaj jest ścieżka ,która prowadzi na koniec wzgórza z którego rozciąga się doskonały widok na stolicę wyspy – Kerkirę.

Kolejnym naszym punktem zwiedzania jest Kassiopi leżące na wschodnim brzegu Korfu. Będąc tutaj, należy uważać na roaming bo bardzo łatwo złapać sieć albańską. Potem można się zdziwić jak się dostanie większy rachunek telefoniczny. 😉

Zresztą z brzegu pięknie widać słynną Sarandę, która jest bardzo popularna wśród turystów. Dużym zainteresowaniem cieszą się jednodniowe wycieczki z Korfu do Albanii. Do Sarandy kursują kilka razy dziennie promy, oraz wodoloty. Podróż trwa 30-90 minut, w zależności od tego czym się płynie. 

Kassiopi

Kassiopi to malownicza miejscowość położona na północno-wschodnim wybrzeżu, z rajskimi plażami, gdzie woda w morzu przybiera tutaj wszelkie odcienie zieleni i błękitu. Szczególnie urokliwa jest plaża Bataria i Kanoni beach oddalona o 300 m od centrum Kassiopi. Można do niej podjechać samochodem. Na plaży znajdują się leżaki i parasole które za dodatkową opłatę można wypożyczyć. Woda niestety w okresie majowym nie zachęca do kąpieli. Spędzamy tutaj około 2-3 godzin delektując się widokami i łapiąc promyki słoneczka. 

W centrum znajduje się kameralny port, z którego wypływają statki na rejsy wycieczkowe, zwłaszcza do Albanii. Cumują tutaj jachty, oraz małe łodzie rybackie. Wokół portu znajduje się pełno restauracji oferujących lokalne potrawy. Tym którzy mają zamiar spędzić tutaj więcej czasu, polecam spacer ścieżką wzdłuż wybrzeża od portu na prawo. Większość uliczek w miasteczku jest jednokierunkowych, dlatego bardzo trudno tutaj o miejsce parkingowe w centrum.

Przy głównej ulicy znajduje się kościół Panagia Kassiopitissa z charakterystyczną dzwonnicą. To XVII wieczny nieduży kościół, który znajduje się na miejscu świątyni boga Zeusa. Prawdopodobnie w świątyni w roku 1530 roku wydarzył się niezwykły cud, Matka Boża zwróciła wzrok młodzieńcowi, któremu sąd kazał je nakłuć. 

Na wzgórzu nad portem wznoszą się ruiny bizantyjskiej twierdzy z czasów panowania weneckiego. Twierdza została uznana przez Unię Europejską za zabytek dziedzictwa narodowego. Na jej renowację zapłacili miliony euro niestety lokalna społeczność grecka nie utrzymała terenu i go zaniedbała. 

Kassiopi to bardzo przytulne miejsce na wypoczynek i numer jeden na Korfu, ale tylko poza sezonem, bo w trakcie jego trwania można tu oszaleć z nadmiaru turystów.

Z Kassiopi jedziemy na plażę Acharavi do White Beach Bar Acharavi Corfu. Bar znajduję się praktycznie na plaży, ma niesamowity klimat, ale jeszcze lepsze jedzenie i obsługę. Po lunchu można odpocząć na leżaku na plaży.

Polecam w 100 %

Canal D’Amour na biss

Po znakomitej uczcie dla żołądka raz jeszcze zajeżdżamy nad Canal D’Amour. Ponieważ ostatnio przyjechaliśmy tutaj za późno, tym razem jesteśmy dwie godziny wcześniej. Jest zdecydowanie ładniej, klify z piaskowca połyskują w słońcu zanurzone w turkusowej wodzie. 

Canal D’Amour

Canal D’Amour

Canal D’Amour

Przylądek Cape Drastis

Ostatnim punktem naszego dzisiejszego zwiedzania jest przylądek Cape Drastis. To bardzo widowiskowe miejsce, bo z góry rozpościera się piękny widok na wystające skały z morza. To najdalej wysunięty na północ przylądek na wyspie i typowo pocztówkowy widok. Biało-brunatne skały mają tutaj niesamowite kształty, a ich barwa podkreśla turkusowy kolor wody.

Droga dojazdowa jest kiepskiej jakości, więc najlepiej pokonać ją na pieszo. Na trasie jest kilka punktów widokowych z których rozpościerają się fantastyczne widoki. Skręcając w lewo dalej teren jest ogrodzony, z zakazem wstępu ale i tam pewnie nie ma zejścia. Skały te można oglądać jedynie z góry. 

Korfu - przylądek Drastis

Idąc trasą w dół nie skręcając w lewo dojdzie się do podnóża skał, które rozciągają się po prawej stronie wzgórza. Nie są już tak widowiskowe jak te poprzednie. Podejrzewam, że w okresie letnim, w wysokim sezonie można zwiedzić skałki z morza, płynąc łódką. 

Czwarty dzień pobytu

Zwiedzamy stolicę Korfu, Kerkirę

Ponieważ pogoda nie sprzyja plażowaniu to doskonały czas na zwiedzanie miasta Korfu. Miasteczko jest tak urocze, że można spędzić tutaj cały dzień. Stolica wyspy położona jest między dwoma zatokami. Większość zabudowy zachowała swój pierwotny stan, co nadaje mu niepowtarzalny charakter miasta. Jest tutaj ciekawa mieszanka architektoniczno-kulturowa.

Dojeżdżamy do portu, zostawiamy samochód i idziemy na stare miasto. Po drodze mijamy New Venetian Fortress, wenecką twierdzę. Na jej szczycie znajduje się kamienny budynek, który służył do obrony i murowany budynek, który w dzisiejszych czasach pełni funkcję siedziby marynarki wojennej na Korfu. Na ścianach twierdzy znajduje się Wazon wenecki z Lwem Świętego Marka, często spotykany w murach Nowej Twierdzy.

Korfu - Twierdza

Dzielnica Campiello – labirynt wąskich uliczek

Sercem starego miasta jest dzielnica Campiello, labirynt wąskich i krętych uliczek, czasem o szerokości zaledwie 1 m. Ciasno zabudowane kamienice z pięknymi zdobionymi okiennicami i rozwieszonym praniem nad uliczkami sprawiają ogromne wrażenie. To wpływy weneckie są tutaj najbardziej widoczne na wyspie. W 2007 roku Stare Miasto w Korfu zostało w całości wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco. 

W mieście Korfu byliśmy 1 maja, tutaj grecy również mieli swój pochód pierwszomajowy. Co tam było napisane niestety nie udało mi się tego przetłumaczyć. 

Uroku dodają licznie rozsiane kawiarenki, małe sklepiki z lokalnymi wyrobami. Pentofanaro to ruchliwe miejsce i centralny punkt, w którym zazwyczaj mieszkańcy umawiają się na rozpoczęcie spaceru. Po prawej stronie rozciąga się plac Spianada, jeden z najbardziej rozległych placów w Europie. Plac niegdyś oddzielał Starą Twierdzę od reszty miasta, dopiero podczas okupacji francuskiej został zagospodarowany. Jest pełen kwiatów, drzew fontann. 

Miasto Korfu

Roślinność w Grecji jest obłędna, zwłaszcza na wiosnę. Właśnie teraz kwitnie większość kwiatów, między innymi bugenwille, które są ozdobą  greckich miast i wiosek. Pięknie komponują się na balkonach, tarasach przystrajają najbardziej obskurne budynki czy kamienice. 

Najbardziej reprezentacyjną częścią miasta, którą obowiązkowo należy zwiedzić jest Liston. To elegancka aleja z arkadami w których znajdują się najlepsze, ale i zarazem najdroższe kawiarnie sklepy i restauracje, zgodnie z życzeniem Napoleona. Dawniej znajdowały się tutaj koszary dla francuskich żołnierzy i oficerów królewskich. Nazwa Liston pochodzi od weneckiego słowa oznaczającego prostą drogę lub plac miejski.

W samym centrum znajduje się monumentalny gmach, Pałac św. Michała i Jerzego w którym obecnie znajduje się Miejska Galeria Sztuki oraz Museum of Asian Art z bogatą kolekcją sztuki. To jedyne muzeum w Grecji poświęcone wyłącznie sztuce i starożytności Dalekiego Wschodu i Indii. Wystawa obejmuje około 12 tys. przedmiotów. 

Spacerując po starym mieście, praktycznie z każdej strony widać  kościół Agios Spiridonas. To XVI wieczna świątynia ze smukłą dzwonnicą i ciemnoczerwoną kopułą. Kościół kryje w sobie ozdobny relikwiarz, patrona wyspy Spirydona, którego szczątki spoczywają w sarkofagu ze srebra.

Przy słynnym kwadratowym placu Plakada t’Agiou, w pobliżu kościoła św. Spirydona znajduje się Muzeum Banknotów. Mieści się ono w budynku Alpha Credit Bank. To jedno z najbardziej centralnych i historycznych miejsc Starego Miasta. Na placu odbywają się liczne happeningi, przedstawienia teatralne i muzyczne. 

Wąskie uliczki ciasno zabudowane kamienicami, pięknie zdobione okiennice, i mnóstwo urokliwych kawiarenek, to widoki charakterystyczne raczej dla włoskiego krajobrazu. Pną się raz po schodkach do góry, inne zaś opadają w kierunku wybrzeża. Tym chodzeniem można się naprawdę zmęczyć. Zatrzymujemy się więc na przekąskę i piwko w jednej z przytulnej restauracji. 

W najstarszej dzielnicy starego miasta Tenedos znajduje się historyczny kościół Katolicki z 1663 roku, noszący imię: Dziewica z Karmelu lub Karmelitów. Mieszkańcy wspominają o nim Panagię Tenedou. Funkcjonował on również jako klasztor, którego obszar zajmował teren aż do murów wschodniego wejścia do nowej twierdzy. 

Zwiedzania ciąg dalszy, najpierw rzucamy okiem z dala na starą twierdzę, aby za chwilę się na niej znaleźć. Co prawda ciemne chmury zawisły nad miastem, ale miejmy nadzieję, że deszcz nas nie dopadnie bo parasol został w samochodzie. 

Kościół Maryi Dziewicy Mandrakina 

Stara twierdza znajduje się na wzgórzu i stanowi świetny punkt widokowy na miasto i malutki port. Twierdza od miasta została oddzielona szerokim kanałem morskim i szeroką suchą fosą, a dostęp do cytadeli możliwy jest tylko przez 60 metrowy żelazny most. Twierdza została zbudowana przez Wenecjan w XIII wieku, na ruinach bizantyjskiego zamku. Znajduje się tutaj biblioteka, sale wystawowe czy archiwa. 

Można tutaj zobaczyć wieżę zegarową zbudowaną w stylu weneckim, aby przypomnieć, że fort został zbudowany przez nich. Na terenie zabudowań znajduje się kościół Świętego Jerzego zbudowany przez Brytyjczyków. W centralnym punkcie twierdzy wznosi się obelisk z punktem obserwacyjnym i wielkim krzyżem.

Na wzgórzu oprócz punktu widokowego znajduje się latarnia morska Sidero z roku 1822. To najwyższy punkt zabudowy i świetne miejsce do obserwowania całej okolicy. Stare miasto ze szczytu wygląda magicznie. Można się tu wręcz zasiedzieć. Na wzgórze prowadzą schody, są dosyć śliskie, więc trzeba być bardzo ostrożnym. 

Miasto Korfu zachwyca już od pierwszego spojrzenia. Do takich miejsc się tęskni i lubi do nich powracać. Warto je zobaczyć jeszcze nocą, więc rzecz jasna musimy tutaj powrócić. Może jeszcze się uda podczas tego pobytu na Korfu. Pomimo, że byliśmy poza sezonem to ludzi nie brakowało. Nawet nie chcę myśleć ilu turystów jest tutaj w sezonie. 

Półwysep Kanoni, klasztor Vlacherna i Mysia Wyspa

Ostatnim punktem naszego dzisiejszego zwiedzania jest półwysep Kanoni. Ten niewielki górzysty półwysep położony jest na obrzeżach stolicy, nieopodal lotniska. Jest atrakcyjnym punktem panoramicznym, z którego rozciąga się widok na dwie małe wysepki Vlecherna i Pontikonissi czyli Mysią Wyspę. To jeden z symboli wyspy, widoczny na większości widokówek Korfu. 

Vlacherna Monastery ikona Korfu

Wąską ścieżką schodzimy do maleńkiego portu. Mała wysepka Vlacherna na której znajduje się cerkiew Vlacherna Monastery z XVII wieku, połączona jest groblą z lądem. Dzięki temu jest możliwość jej zwiedzenia. Klasztor zajmuje niemal całą powierzchnię maleńkiej wysepki. Biała cerkiew w połączeniu z pomarańczową dachówką w otoczeniu błękitnej wody prezentuje się malowniczo. Wewnątrz kościółka znajduje się niewielka kaplica oraz sklepik z pamiątkami.

Kościółek można obejść dookoła, z tyłu kościoła rozpościera się widok na drugą z wysp Mysią Wyspę, oraz na przyległą miejscowość Perama.

Pontikonissi ( Mysia Wyspa)

Na Mysią Wyspę można się dostać płynąc łódką z grobli łączącej klasztor Vlacherna z lądem. Pontikonissi porośnięte jest bujną roślinnością. Na jego wzgórzu znajduje się maleńki bizantyjski kościółek Pantokratora z XI lub XII. Prowadzą do niego schody pośród cyprysów. Legenda mówi, że to statek Odyseusza, który Posejdon zamienił w kamień w zemście za oślepienie swego syna Polifema. Klasztor otwarty jest tylko przez jeden dzień w ciągu roku 6 sierpnia. Mysia Wyspa z lotu ptaka przypomina kształt myszy, zanim w wyniku erozji ta mysz zgubiła ogon.

Z dłuższej grobli, która łączy przeciwległe brzegi Vlecherny z miejscowością Perama, można przyjrzeć się lądującym samolotom. Półwysep Kanoni znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska, dlatego stojąc na grobli samoloty przelatują nam wręcz nad głową. Ogłuszający ryk silników, brzuch samolotu na wyciągnięcie ręki, ależ to było niesamowite wrażenie. To prawdziwa gratka dla miłośników lotnictwa i dla wszystkich chcących przeżyć niezwykłą przygodę.

Wracając do samochodu mamy przyjemność oglądać kolejne lądowanie. Tym razem jesteśmy na wzgórzu przy restauracji, stąd widoki są również doskonałe. Czytając wcześniejsze informacje w necie, pisano że najlepszym dniem na oglądanie lądujących samolotów jest czwartek. Byliśmy w środę i pomiędzy 17-18 godziną lądowały, aż trzy samoloty, więc całkiem nieźle. 

Na wieczór przyjeżdżamy do naszej miejscowości. Bardzo przyjemnie się rozpogodziło, więc końcówkę dnia spędzamy w słonecznej tawernie nad samym brzegiem zatoki. 

Piąty dzień 

Tym razem jedziemy na południe wyspy. Pogoda sprzyja plażowaniu, więc w pierwszej kolejności chcemy trochę pobyć nad morzem. 

Zwiedzamy kilka polecanych plaż. Jedną z nich jest Agios Gordios beach schowana w małym kurorcie. Ma piękną szeroką plażę, która przyciąga niesamowitymi widokami i formacjami skalnymi. Niestety z powodu przypływów jest niejednokrotnie zalewana, przez co ma spore nierówności. Mimo wszystko jest jedną z ładniejszych plaż na Korfu. Można tutaj wypożyczyć leżak i parasol. 

Co jakiś czas zjeżdżamy nad brzeg morza, aby zobaczyć plaże. Kilka ujęć z przejazdu.

Korission Lake

Jadąc w dół na południe, Korfu staje się coraz szczuplejsze. Znajduje się tutaj jezioro Korission, które zostało odseparowane od morza usypanymi przez Wenecjan piaskowymi wzgórzami. Teren jeziora podlega w całości ochronie, gdyż stanowi rezerwat najróżniejszych gatunków ptaków, przylatują tutaj przede wszystkim flamingi. Dlatego jest to ulubione miejsce ornitologów, najlepszym czasem na obserwacje to wiosna i zima. Mieszkają tutaj również chronione żółwie morskie tzw Caretta.

Jezioro znajduje się nad samym brzegiem morza i łączy się z morzem wąskim kanałem. Obecnie jest on bardzo zanieczyszczony z powodu naniesionych z morza oderwanych od dna roślin morskich, glonów, które z wierzchu pod wpływem słońca zdążyły przeschnąć. 

Kolejną piaszczystą szeroką plażą jest Mararhias Beach na której zostajemy dłużej. Wszędzie pusto, jakby to było gdzieś na totalnym odludziu. Ludzi można było policzyć na palcach. Przy plaży znajduje się tawerna w której zostajemy na pyszny obiad. 

Terrazza Panoramica

Po obiedzie jedziemy na punkt widokowy Terraza Panoramica. Myślę, że miejsce trochę przereklamowane, choć widoki są dość fajne. Oprócz dwóch stolików i ławek nie ma tutaj kompletnie nic. Szutrową, a nawet bardziej kamienistą drogą można zjechać w dół na plażę. Jednak nie polecam tego robić samochodem osobowym. 😉

Z południa lecimy na północny zachód, do pałacu Achillion. Jeśli starczy czasu chcemy raz jeszcze zajechać do miasta Korfu, zobaczyć go wieczorową porą. 

Pałac Achillion

Następnie udajemy się do Gastouri, gdzie znajduje się Pałac Achillion. Został on zbudowany w latach 1890-91 przez włoskiego architekta Rafaela Carita.  Był letnią rezydencją żony Franciszka Józefa, słynnej Elżbiety Bawarskiej, znanej również jako księżniczka Sisi (Sissi), cesarzowej Austrii i królowej Węgier. Pałac słynie z pięknych ogrodów, w których znajduje się imponująca kolekcja kopii rzeźb przedstawiających greckich bogów, bohaterów i mędrców. Oczywiście nie mogło zabraknąć rzeźby, ulubionego przez cesarzową Umierającego Achillesa.

Sissi uważana była za najpiękniejszą kobietę Europy, słynęła z pięknych włosów i niezmiernie cienkiej talii, którą poddawała niemiłosiernie ciasnym gorsetom. Legenda głosi, że cesarzowa Elżbieta w Achillionie, szukała ukojenia po zagadkowej śmierci jej jedynego syna Rudolfa. Kiedy i ona została zamordowana w niewyjaśnionych okolicznościach, pałac przeszedł w ręce niemieckiego cesarza Wilhelma II. Dobudował on masywny most i połączył pałac z plażą. Niestety wojska Wermachtu zniszczyły go. 

Cztery pory roku

Słynne schody Bogów

Słynne malowidło Matki Boskiej Stella Maris/Stella der Mare.

Po tragicznej śmierci cesarzowej w 1898 r. obiekt przez lata stał opuszczony, dopiero w 1907 r. nabył go cesarz Wilhelm II by podziwiać zachody słońca. Następnie w 1983 roku przeszedł pod opiekę Greckiej Organizacji Turystycznej, która zadbała o jego renowację. Dziś Achillion jest jedną z największych i najchętniej odwiedzanych atrakcji na Korfu. Obecnie w pałacu można zobaczyć namiastkę dawnej jego świetności. 

Jak najbardziej polecam to miejsce, zwłaszcza w takim okresie kiedy nie ma ludzi. Spokojnie można zwiedzić ogrody i zrobić zdjęcia bez ludzi. Cena za wejście to 8 eur od osoby dorosłej. 

Stare miasto nocą

Z pałacu Achillion postanowiliśmy raz jeszcze pojechać do miasta Korfu. Przyjechaliśmy w sam raz na zachód słońca. Samego miasta nie będę już opisywać, bo zrobiłam to wcześniej, ale uwierzcie mi o zachodzie słońca jest tutaj magicznie. Miło było w swoje urodziny błądzić po wąskich uliczkach i napić się schłodzonego winka. 

Urzekły mnie te wszystkie mini kawiarenki, bary, kluby w wąskich uliczkach pomiędzy kamienicami. Pełno stolików, straganów to wszystko jest tutaj magiczne. Światło które daje ciepło, kwiaty, wazony, muzyka to wszystko składa się na to, że klimat miasta Korfu jest niepowtarzalny. 

Przedostatni dzień pobytu na Korfu

Donkey Rescue Center

Około 6 km od miejscowości Paleokastritsa, znajduje się schronisko dla osiołków. Historia jego powstania, wiąże się z pewną brytyjką, która przeprowadzając się na Korfu, w 2004 roku adoptowała pierwszego osła. To Judy Quinn wzięła sprawę w swoje ręce. Oczywiście schronisko nie przypomina takiego z prawdziwego zdarzenia, ale wkład i serce jakie zostało tutaj włożone, wraz z innymi wolontariuszami jest ogromne.

Znajduje się tutaj około 40 osiołków, kilka psów i koty. Większość z nich wymaga ciągłego leczenia. Wolontariusze dbają o zwierzęta jak tylko mogą. Odwiedzając schronisko sami możemy okazać pomoc, a tutaj każda jest na wagę złota. Można pójść z osłem na spacer, można go wyszczotkować i oczywiście zasilić schronisko, wrzucając do skrzynki pieniądze. 

Jeśli kiedykolwiek będziecie na Korfu, to wpisując w google maps, Donkey Rescue Center wyświetli się Wam punkt na mapie, który koniecznie musicie odwiedzić. Poznacie wspaniałych ludzi, którzy swój wolny czas poświęcają tym porzuconym, schorowanym zwierzętom. 

Kassiopi i Taverna Acharavi na biss

Po wizycie w schronisku, udajemy się raz jeszcze na wybrzeże do Kassiopi, aby trochę poplażować. To ostatnie słoneczne godziny, bo z zachodu pomalutku nadciągały ciemne chmury. Najpierw pojawiło się duże halo co już zwiastowało zmianę pogody. Popołudnie spędziliśmy w tawernie White Beach Bar Acharavi Corfu na pysznej obiadokolacji. 

Tym razem przemiły pan z obsługi, na dzień dobry przywitał nas specyfikiem greckim ouzo i dokładnie tak samo nas pożegnał dodając jeszcze po gałce lodów. Także jakby co polecam to miejsce, obsługa i jedzenie mega. 😉

Pod wieczór przyjeżdżamy do Paleokastritsa, przebieramy się w cieplejsze ubrania i idziemy na wieczorny spacer do zatoki Ampelaki beach i Paleokastritsa Harbour.

Ampelaki beach to mała żwirowa plaża, otoczona skałami. Tuż przy plaży znajduje się kawiarnia. 

W Paleokastritsa znajduje się mały uroczy port. Cumują tutaj kutry, łódki którymi można opłynąć okoliczne groty. 

Na koniec dnia zasiedliśmy przy lampce wina na naszym balkonie z widokiem na zatokę. 

Ostatni dzień pobytu na zielonej wyspie

Z samego rana zaraz po śniadaniu, jedziemy zwrócić samochód. Pogoda nieciekawa, ale póki co nie pada. Idziemy nad zatokę nad którą wznosi się klasztor Panagia Theotoku. Tak naprawdę w miejscowości Paleokastritsa, kiedy pogoda nie dopisuje nie ma za bardzo co robić. Dlatego raz jeszcze wspinamy się na wzgórze. 

Tak wygląda ścięta palma i tak wygląda w środku. 

Błękitne groty

Po zejściu ze wzgórza decydujemy się na rejs łódką po błękitnych grotach. W skalistym wybrzeżu Paleokastritsy znajduje się wiele grot, trzy z nich to najsłynniejsze groty Nausika Cave, Agios Nikolaos Cave i Blue Eye Cave. Otoczenie skał i bujnej roślinności tworzą niesamowity widok. Morski brzeg jest tutaj bardzo zróżnicowany od stromych klifów po łagodne, płaskie plaże.

Wpływając łódką do pierwszej groty o nazwie Nausika Cave, można było zobaczyć zjawiskowo różowe solno-koralowe zabarwienie skalnych grot.  

Płynąc do kolejnej groty mogliśmy podziwiać niesamowite formacje skalne wystające z morza, w tym szczyt góry, który swoim kształtem przypomina głowę małpy. Zatoka La Grotta z turkusową wodą, którą zwiedziliśmy od strony brzegu. 

Wpływając do groty Blue Eye Cave mogliśmy zobaczyć niesamowitą grę świateł w morskich zakamarkach. Nasz sternik na centymetry manewrował w grocie, aby nie uderzyć o skały. Widać, że ma to bardzo dobrze opanowane. Dodatkowo przynosił nam kolejnych emocji, bujając łódką na otwartym morzu.  

W kolejnej grocie oglądaliśmy ogromne ławice ryb, kto chce może zabrać z sobą chleb lub bułki do karmienia rybek, choć ja nie jestem zwolenniczką takiego dokarmiania.

Wracając do brzegu dołapuje nas deszcz. Mieliśmy wielkiego fuksa, bo to był ostatni kurs w tym dniu. Po rejsie idziemy na obiad, a następnie do apartamentu spakować się, bo kolejnego dnia o 6 rano mamy samolot do Wiednia. 

I tak już na koniec, nasz wylot z Korfu opóźniony był prawie o 6 godz. Winą była mgła która zawisła nad miastem, i samolot lecący z Wiednia na Korfu nie mógł wylądować. W końcu poleciał do Włoch i tam czekał na poprawę pogody. Kiedy mgła się podniosła przyleciał na Korfu, a my mogliśmy wylecieć po męczącym oczekiwaniu na lotnisku. We Wiedniu przywitał nas deszcz i zimno. Całą drogę padało, a dojeżdżając do Zakopanego sypał śnieg. Także było wesoło, w domu w Zakopanem byliśmy o godz. 23

Dziękuję bardzo za uwagę.