Zakopane, piękno Tatr i cały świat

Motocyklem po Rumunii – Sapanta, Barsana

Rumunia piękna i tajemnicza.

Rumunia, wciąż dla wielu jest bardzo tajemnicza i mało znana. To niesamowity kraj, który zachwyca swoją barwną mozaiką kultur.  Południowa część Bukowiny z malowanymi monastyrami, to nic innego jak skarby Europy. Rumunia to również najpiękniejsze trasy motocyklowe. Jesteście gotowi to zaczynamy naszą motocyklową eskapadę. 

Naszą podróż rozpoczynamy w Zakopanem. Jest sierpień 2020 rok, piękna słoneczna pogoda, kufry spakowane, kamerka i aparat w ręku. Bez tego ani rusz. Chcemy jeszcze dzisiaj znaleźć się w Rumunii, przed nami około 480 km do Sapanty.

Słowacja

Jedziemy przez Łysą Polanę w kierunku Koszyc na Słowacji. Mijamy urocze miasteczka takie jak Lewocza, Spiskie Podgrodzie z pięknym zamkiem na wzgórzu. Zamek Spiski jest perełką średniowiecznej architektury na Słowacji i jest zaliczany do największych tego typu w środkowej Europie. Zresztą już samo miasteczko zachwyca mnie za każdym razem, jak się tylko tutaj znajduję.

Zatrzymujemy się w Košická Belá na Słowacji przy sztucznym zbiorniku wodnym Ružín, w Penzión Hámre. To nasze stałe miejsce, zawsze jak jesteśmy w tym rejonie udajemy się tutaj na obiad.

Węgry

Dalszą naszą podróż kontynuujemy przez Węgry, pogoda dopisuje jest w sam raz, ani nie za ciepło, ani za zimno. Mijamy Tokaj, to idealne  miasteczko dla miłośników białego i słodkiego trunku. Znajdują się tutaj najsłynniejsze winiarnie, a tajemnicą smaku Tokaja jest szlachetna pleść, która osadza się na ściankach piwniczek winnych oraz na owocach do czasu za nim nie dojrzeją.

Zatrzymamy się tutaj w drodze powrotnej. 😉

Kolejnym ciekawym miastem na naszej trasie jest Nyiregyhaza na Węgrzech. Ujęły nas piękne drzewa, które rosną wzdłuż głównych dróg. Osobiście mam problem z wymową nazwy tego miasta, ale w tłumaczeniu na język polski oznacza „Kościół wśród brzóz”. Dawniej to miejsce było bagienne, a na bagnach rosły brzozy.

Obecnie na jego przedmieściach znajduje się jedno z najpiękniejszych węgierskich kąpielisk termalnych, dlatego musimy tutaj kiedyś specjalnie przyjechać.

Rumunia

Do granicy węgiersko-rumuńskiej pozostało nam już niewiele, bo zaledwie niecałe 100 km, ale już do miejsca docelowego 186 km. Musimy się śpieszyć, gdyż nie wiadomo co czeka nas na granicy, a jeszcze musimy się liczyć ze zmianą czasu, o godzinę do przodu. Na granicy Petea – Csengersima (Rumunia) jesteśmy o 20:05 czasu już rumuńskiego.

Na granicy jest bardzo spokojnie, przed nami w kolejce stoją może 4 auta. Kontrola graniczna przebiega bardzo sprawnie, nie musimy wypełniać żadnych dokumentów na Covid-19.

Uff super, fantastycznie jesteśmy w Rumunii.

W miejscowości Satu Mare wypłacamy Leje rumuńskie i tankujemy pod korek. Chcemy jeszcze dzisiaj dojechać do Sapanty i znaleźć jakieś miejsce noclegowe. Nie bukujemy noclegów wcześniej, gdyż nie wiadomo co może się nam przydarzyć po drodze. W naszym przypadku główną rolę odgrywa pogoda, a w obecnej pandemicznej sytuacji raczej nie powinniśmy mieć problemów ze znalezieniem noclegu.

Zachód słońca towarzyszy nam w dotarciu do celu.

Po przejechaniu 485 km, około 22:15 dojeżdżamy do Sapanty. Nieznacznie czuję zmęczenie, cztery litery trochę bolą, ale mają prawo po tylu kilometrach.

Rumuńska Sapanta 

Oczom naszym ukazuje się piękny Kościółek Biserica Greco-Catolica w Sapancie. Dla mnie to coś nowego z racji tego, że Rumunię zwiedzam po raz pierwszy. Marek jest tu, już stałym bywalcem w Rumunii jest po raz 11, uwielbia enduromanię po Karpatach. Także przewodnika mam pierwszej klasy….. 😉

W między czasie, kiedy ja zachwycam się kościołem, Marek tuż obok w pensjonacie znajduje miejsce noclegowe w Pensiunea Casa Stet Toader lulian. Mały pokój z dwoma łóżkami, to akurat na to żeby się wyspać. 🙂 hahaha.

Na dobranoc właściciel mierzy nam temperaturę, a zaraz po tym częstuje rumuńskim bimbrem Balinka. Masakra…

Kościółek Biserica Greco-Catolica

Położony kilkaset metrów od wesołego cmentarza kościół, zbudowany jest w całości z drewna w stylu Maramures i ma bardzo bogatą ornamentyką na zewnątrz. Z lekka mi przypomina kościółek na Jaszczurówce w Zakopanem. Pięknie podświetlony ukazuje swoje piękno, to prawdziwe arcydzieło wykonane z drewna.

30 września 2018 roku odbyła się jego konsekracja pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego. W setną rocznicę wielkiego narodowego ideału – Wielkiej Unii z 1918 r. – spełniło się życzenie wiernych z miejscowości Sapanta, a dla całego okręgu Maramureș, będzie to miejsce kultu, w którym wierni będą mogli wychwalać Boga.

Kolejnego dnia po śniadaniu, idziemy zwiedzić Wesoły cmentarz. Po drodze mamy okazję raz jeszcze zwiedzić Kościółek Biserica Greco-Catolica. Za dnia wygląda zupełnie inaczej, choć ciągle zachwyca piękną architekturą.

Pomalutku w miejscach, do których z chęcią przyjeżdżają turyści rozkręca się komercja. Stragany z pamiątkami, rękodzieło, świeże sery, zapach świeżo smażonej placinty. Info z Wikipedii, dosłowne tłumaczenie: ” Plăcintă to rumuńskie, mołdawskie i ukraińskie tradycyjne ciasto przypominające cienkie, małe okrągłe lub kwadratowe ciasto, zwykle wypełnione jabłkami lub miękkim serem, takim jak Urdă.” Z drugiej strony nie ma się co dziwić, dla większości mieszkańców to może być jedyne źródło utrzymania.

Wesoły cmentarz

Wesoły cmentarz zlokalizowany jest wokół rumuńskiej cerkwi. To wyjątkowe miejsce, unikatowe na skalę światową, które przyciąga rzesze turystów z całego świata. Nie ma się co dziwić, jaka jest tego przyczyna. Wesoły cmentarz jest radosny, kolorowy, bogaty w zdobienia nie taki do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, czyli szary, ponury, nad którym zatrzymujemy się z zadumą.

Pięknie wyrzeźbione krzyże z drewna dębowego, o dominującym promiennym niebeskim kolorze, zawierają wesołe wierszyki (epitafia) opisujące życie zmarłego i ostatnie chwile z jego życia. Większość epitafiów jest krótka, ale jest też kilka, gdzie treść znajduję się po drugiej stronie krzyża. Leży tutaj listonosz, uginający się pod torbą z listami, strażak w wozie strażackim, górnik, mechanik samochodowy, pasterz, policjant w radiowozie. Kobiety zazwyczaj przedstawione są podczas opieki nad dziećmi, bądź przy pracach domowych, ale jest też prostytutka.

Tradycja ta zrodziła się 1930 roku, a pomysłodawcą był lokalny artysta i cieśla Ion Stan Patras. Wszystkie epitafia wyrzeźbione na krzyżach do roku 1977 są jego autorstwa. Po jego śmierci tradycję kontynuował Dumitru Pop Tincu uczeń Patrasa.

Pomysłodawca skupił się przede wszystkim na scenkach z życia zmarłego. Każde epitafium zawiera imię, kim był, czym się zajmował i jaka była przyczyna śmierci. W sposób zabawny i bardzo lekki opisuje zmarłego.

Obecnie na cmentarzu w Sapancie znajduje się około 900 nagrobków. Mieszkańcy nie obchodzą tutaj Święta Zmarłych, rodzina zazwyczaj odwiedza grób zmarłego w dniu, który był dla niego ważny. Wówczas bliscy, uczestniczą we mszy świętej, następnie udają się na cmentarz i wspólnie spożywają posiłek.

Epitafia

Przedstawiam kilka takich epitafiów:

„Pod tym ciężkim krzyżem, biedna moja teściowa spoczywa.
Gdyby żyła trzy dni dłużej, byłbym w grobie, ona tutaj.
Wy, którzy przechodzicie obok ludzie, spróbujcie jej nie obudzić.
Jeśli do domu wróci, o głowę mnie skróci.
Ale ja mam plan przebiegły, powrót zatem już mniej pewny.
Lepiej więc zostań tu, moja matulu”

” Byłem policjantem. Tu i w Braszowie. Ion Stan się nazywam. Teraz was pozdrawiam i salutuję, bo już się więcej nie zobaczymy. Świat opuściłem w 68 roku życia.”

„Jestem Mihaju, syn Mihaia. Gdy prowadziłem swe auto byłem w poważnych kłopotach i zakończyłem życie we wsi Sarasan. Tam dopadł mnie zły los, gdy wpadłem w poślizg i uderzyłem w drzewo kończąc nagle swój żywot. A teraz mówię do Was, drodzy rodzice: nie trwajcie resztę życia w smutku. Wszak dawaliście mi dobre rady. Ja sam jestem sobie winien zbytniej prędkości za kółkiem. Nie powinienem jechać tak szybko. a teraz widzę, co zrobiłem i, że gniję w ziemi. Żyłem 20 lat, zmarłem w 1994.”

” Zasnąłem w 1939 roku. Żyłem 49 lat. a oto, co chcę powiedzieć. Nazywałem się George Basului i jak długo żyłem poświęcałem wiele owiec, aby przygotować dobre mięso. Dobre mięso – to nie kłamstwo, można się nim najeść jak król. Dawałem wam najtłustsze mięso, którym mogliście się nacieszyć. „

„Dmimitr Puiului mnie nazywano. Szkołę o profilu komercyjnym ukończyłem. Nauczyłem się jak nalewać ludziom do pucharów. Temu co pijany był więcej nie nalewałem. Tego, co znał swój umiar chętnie częstowałem.”

Niektóre z nich ostrzegają przed schodzeniem na złą drogę:
-„Kto pije dużo wódki, podzieli mój los. Lubiłem wódkę i z butelką w ręce odszedłem w śmierć.”

   

Manastirea Peri Sapanta.

W rumuńskiej Sapancie w odległości około 2 km od Wesołego Cmentarza, znajduje się Manastirea Peri Sapanta. To prawosławny zespół klasztorny, położony w środku dębowego gaju, z zabytkową drewnianą cerkwią z 1720 roku. Oryginalny klasztor pochodził z roku 1391 roku i służył przez długie lata do czasu kiedy został zniszczony przez wojska austriackie. Stary klasztor pod wezwaniem Św. Mikołaja był jednym z najważniejszych obiektów sakralnych w regionie Maramuresz.

Obecnie na jego miejscu stoi replika starego rumuńskiego klasztoru. Do niedawna był to najwyższy drewniany kościół na świecie. Wybudowany w stylu maramurskim na kamiennej podstawie, osiąga wysokość 75 metrów.

Wejście do wnętrza kościoła znajduje się na pierwszym piętrze. Prowadzą do niego kręte drewniane schody i bogate w rzeźbienia drzwi. Niestety kościół był zamknięty, więc pozostało nam zwiedzić jeszcze wyższy poziom, z którego rozciągała się wspaniała panorama na cały zespół klasztorny.

Chcąc zakupić sobie pamiątkę trzeba było zejść na najniższy poziom, gdzie znajduje się kaplica. Jej wnętrze w całości zbudowane jest z czerwonej cegły.

 

Barsana – zespół klasztorny

Kolejnym obowiązkowym punktem jest Barsana, leżąca w dolinie rzeki Izy w Marmarosz. To mała wieś leżąca około 50 km od Sapanty z pięknym żeńskim zespołem klasztornym, usytuowanym na lekkim wzniesieniu. Na teren monastyru wchodzi się przez zwieńczoną wieżą bramę. Kompleks już na wejściu zachwyca piękną architekturą i klombami. Powstał w 1997 roku, więc jest stosunkowo nowym obiektem, ale kontynuuje tradycje marmaroskiego stylu budowlanego.

W skład kompleksu wchodzi Kościół 12 Apostołów, brama Maramures, dzwonnica, muzeum Ikon, letni ołtarz, centrum kulturalne, domek gościnny, dom wypoczynkowy, stary dom, dom biskupi, dom spowiednika, opactwo, sanktuaria, altanka ze studnią. Prawdopodobnie woda ze studni ma właściwości lecznicze.

Cały kościół jak i inne zabudowania drewniane zostały zbudowane bez użycia ani jednego gwoździa, powstały pod nadzorem architekta Dorela Cordos. Drewniane rzeźbione ganki, które latem toną w kwiatach. Do tego kompleksu klasztornego zalicza się cerkiew z Manastirea Peri Sapanta.

Miejsce to jest bardzo chętnie odwiedzane, z racji tego, że była to akurat sobota turyści tłumnie tutaj przybyli.

Niestety w Internecie jest wiele błędnych informacji, że niby ten kościółek jest najwyższy, jednak chodzi o cerkwię, która zalicza się do tego kompleksu, ale znajduje się w Manastirea Peri Sapanta.

Po około dwóch godzinach zwiedzania, ruszamy w dalszą drogę. Jest coraz cieplej, a ciuchy motocyklowe dodatkowo grzeją.

W drodze na Przełęcz Setref

Jedziemy przez południową Bukowinę, w planach oczywiście chcemy zobaczyć piękne malowane cerkwie. Dzisiaj pewnie uda się nam jeszcze pokonać Setref Przełęcz, która znajduje się pomiędzy Karpatami Wschodnimi a Bukowiną. Następnie będziemy szukać noclegu.

Droga jest kręta i bardzo urokliwa. Zatrzymujemy się na kilka minut w miejscowości Mara. Można tutaj smacznie zjeść i przy okazji  zobaczyć mały wodospad. Dojeżdżamy na przełęcz Setref, która znajduje się na wysokości 818 m n.p.m.

Na przełęczy znajduje się Hanul Tentea miejsce noclegowe z przyjemną restauracją. Tutaj również spotykamy ziomków z Polski na motocyklach.

Po dłuższych poszukiwaniach, bo niestety większość pensjonatów była zajęta, bądź nie zainteresowana noclegiem na jedną noc, znajdujemy wolne miejsce na kempingu w Borsa Turism. Jest tutaj kilka możliwości spania. Na namiot już nie było miejsca, ale znalazło się miejsce w kempingu, gdzie znajdowały się dwa pokoje z łazienką i trzy drewniane domki z łóżkami piętrowymi.

W domkach znajdowały się dwa prysznice i toalety. W końcu zostaliśmy ulokowani w kempingu z własną łazienką. Przed kempingiem trwała urodzinowa impreza na którą się załapaliśmy. Ileż tutaj było jedzenia i picia, to trudno nawet było ogarnąć wzrokiem. 

W drugim dniu wyprawy przejechaliśmy 318 km na motocyklu. 

Zapraszam na film.

Dodaj komentarz