Zakopane, piękno Tatr i cały świat

Wyprawa motocyklowa po Kirgistanie i Tadżykistanie (skrót)

Przygotowania do wyprawy

Wyprawę zaczęliśmy planować w październiku 2017 roku. Logistycznie było to dosyć trudne do ogarnięcia, dlatego szukaliśmy firmy, która solidnie zajmie się transportem i całą papierologią. Więc znajomy zaproponował znajomego, który no niestety jak się później okazało nie wywiązał się z umowy należycie. Było jednak już za późno na jakąkolwiek zmianę.

W styczniu kupiliśmy bilety lotnicze do Ałmaty w Kazachstanie, tam wstępnie planowany był odbiór motocykli i samochodów. Niestety na niecały miesiąc przed wylotem, nastąpiła zmiana miejsca odbioru sprzętu. Z Ałmaty w Kazachstanie na Biszkek w Kirgistanie. A to ze względu na prostszą  procedurę transportu, oraz załatwiania wszelkich pozwoleń na wjazd do Pamiru w obszar GBAO –  Górno Badachszański Autonomiczny Oblast  i wremienny wwoz pojazdów to taka forma celnej odprawy pojazdu stosowana dla obcokrajowców.

Przed wyjazdem znajomi pukali się w głowę, że chyba straciłam rozum, wybierając się w tak niebezpieczne rejony w dodatku na motocyklu. Mama również na pół roku do przodu zaczęła się zamartwiać, pytań było bez końca.

Transport sprzętu

22 lipca z Ostrowska wyruszył nasz transport, 12 motocykli, i 4 auta. Wyjechał pozbawiając nas zapasowych opon, butli gazowych, jedzenia w puszkach i innego pożywienia, w zasadzie to nie chciał nam zabrać żadnych rzeczy. W końcu zgodził się na przewóz tylko ubrań.

Rozpoczęcie podróży

W związku ze zmianą lokalizacji odbioru sprzętu nie było nam dane zwiedzić Kazachstanu, czyli wszystkie przygotowania związane ze planowanym zwiedzaniem tego kraju legły w gruzach. 

Wylatujemy i w końcu po 40 godzinach podróży i przedostaniu się z Kazachstanu do Kirgistanu, odbieramy sprzęt i dnia następnego rozpoczynamy podróż. Musimy jeszcze przestawić się czasowo, bo tutaj mamy 4 godziny różnicy, niby nic, ale  jednak odczuwa się. 

Nasza podróż trwała 23 dni, nie licząc czasu dojazdu w obie strony. Przejechaliśmy około 4 tysięcy km w tym gdzieś połowa z tego po górach. Podróż rozpoczęliśmy w Kirgistanie w Biszkeku.

Kirgistan

Kirgistan leży w Azji Środkowej, graniczy z Kazachstanem, Chinami, Tadżykistanem i Uzbekistanem. To jeden z najbardziej malowniczych zakątków świata, ale zarazem jedno z najbiedniejszych Państw Środkowej Azji,

Dlatego wielu młodych kirgizów wyjeżdża do Rosji do pracy.  Znając język rosyjski bez większych problemów uzyskują pozwolenie na wyjazd do Rosji, a nawet też otrzymują rosyjskie obywatelstwo. No większość z nich pracuje na budowach. 

Ponad 80% mieszkańców to wyznawcy islamu. Bardziej religijni są żyjący na południu Uzbecy, którzy regularnie chodzą do meczetów i pięć razy dziennie modlą się. Tylko około 12% chrześcijan żyje w Kirgistanie, a reszta to prawosławni.

Słynna M41

Jedziemy kluczową częścią drogi Biszkek-Osz, która łączy północ i południe kraju. W czasach starożytnych droga ta, była najważniejszą przepustką Wielkiego Jedwabnego Szlaku. To tędy wyruszały na zachód karawany wielbłądów, obładowane wszelakimi dobrami. 

Kirgistan to kraj górzysty, gdzie góry zajmują 93% terytorium państwa, ponad połowa kraju leży na wysokości powyżej 2500 m n.p.m.Drogi są nieziemskie. Po drodze mijamy pofałdowane pasma górskie, różnej formacji, praktycznie co zakręt, rozpościera się inna panorama. 

Kirgizi uwielbiają konie. Właściwie nie ma Kirgiza czy Kirgiski, nawet w miastach, którzy by nie potrafili jeździć konno. Legenda jest taka, że Kirgiz rodzi się na koniu i na koniu umiera. Tak samo jak pies dla Kirgiza to najlepszy przyjaciel, dzieli z nimi tutaj wszelkie niewygody, jak brak pożywienia, oraz niebezpieczeństwa grożące ze strony drapieżników. Miłość jest tutaj obopólna. 

FILM

FILM

Przełęcz i tunel

Na całej naszej trasie pokonujemy niezliczoną ilość przełęczy. Pierwszą z wyższych przełęczy to jest Przełęcz Töö Ashuu, która znajduje się na wysokości około 3180 m n.p.m. Pomalutku zaczynamy się oswajać z wysokością. Pierwszą noc spędziliśmy gdzieś na wysokości około 2500 tys. m n.p.m. 

Na przełęczy znajduje się jeden z najbardziej zanieczyszczonych tuneli na świecie. Jego długość to 2,7 km, nie w nim żadnej wentylacji, a oświetlenie jest bardzo złe. Dlatego we wszystkich mediach nie zalecają poruszania się w nim na rowerze, czy motocyklu z powodu złej jakości powietrza. 

Nasza ekipa składała się z 4 samochodów i jednego motocykla. W związku z tym bez planowania trasy, spotkań nie dało by się w miarę zgrać z pozostałą ekipą, więc codziennie było ustalanie trasy. Niestety z powodu kilku awarii na trasie, braku odpowiedniej prędkości czy złego samopoczucia, rzadko udało się spotkać o czasie w umówionym punkcie. Spaliśmy w namiocie, czyli codziennie był ten sam rytuał, przez około 20 dni składanie i rozkładanie namiotu. Warunki często nie były sprzyjające, w nocy zazwyczaj było zimno. W dolnej części Tadżykistanu gdzie do dzisiaj panuje wysoki poziom choroby na malarię, było mnóstwo komarów. No więc człowiek chodził wręcz zamaskowany od stóp do głowy, aby nic go nie pożarło. Nie było trawy tylko musieliśmy się gdzieś rozbijać na kamieniach, albo na gnojówce jak się potem okazało. Albo na pustynnej plaży, gdzie o mały włos nie porwałoby  nam namiotu. Rano mieliśmy własną pustynię w namiocie, a pył był dosłownie wszędzie. Najgorszy problem był z wodą,

myciem i z brakiem jedzenia. Temperatury w nocy spadały do około zera natomiast w dzień pewnie można było odnotować około 40 stopni na plusie. 

Awaria układu hamulcowego w samochodzie Puszka

Drogi w Kirgistanie i jazda motocyklem

Tutaj wszędzie jest daleko, a drogi w Kirgistanie są różnej jakości. Niestety jeżdżenie ciężkim motocyklem w terenie, wcale nie należy do najprostszych. Jadąc po luźnej nawierzchni, można szybko stracić kontrolę nad motocyklem. Można również szybko złapać gumę, jak ekipa polsko-angielska, która od dwóch dni walczyła z łataniem dziury w oponie.

Nieciekawie to wyglądało, ale nie byliśmy w stanie im pomóc. Najgorsze było to, że stanęli w miejscu kompletnie nie osłoniętym od słońca.

Po kilku minutach stania w słońcu w ubraniu motocyklowym człowiek roztapia, a najgorsze co może być że na takiej wysokości słońce grzeje dużo mocniej. Motocyklowe ciuchy grzeją do obłędu, idzie wprost zwariować.

Tutaj podjazdy liczy się nie w godzinach, a dniach. Wiele dróg nie ma nawet zaznaczonych na mapach google, uważane są za nieprzejezdne.

W Kirgistanie przy większych miasteczkach na każdym skrzyżowaniu stoi policja, bardzo przestrzegają prędkości. W zasadzie każdy z naszej ekipy miał z nimi doczynienia. Nam też udało się dostać mandat w wysokości 500 som. Jednak długo musieliśmy negocjować, gdyż wstępnie nałożyli na nas karę w wysokości 2500 som. To gdzieś około 125 zł. Panowie w mundurach nie zarabiają zbyt dużo, co czasami skłania ich do poszukiwania dodatkowych źródeł zarobku. Konieczne jest też międzynarodowe prawo jazdy.

Z benzyną w Kirgistanie raczej nie było problemów, gorzej jednak było już w Tadżykistanie. Stację benzynowe obłsługiwane są w większowści przez kobiety.  Benzyna jest dość tania ok. 40 somów za litr (ok. 2 PLN) a stacje łatwo znaleźć w większości miejscowości. Wyzwaniem są drogi górskie. 

Kolejna wysoka przełęcz 3206 m n.p.m

Yahoo

A teraz jeszcze chcę się podzielić z Wami, obrazkiem którego nigdy nie zapomnę. Wyobraźcie sobie, jedziecie motocyklem, widoczność naprawdę jest dobra. Głową kręcisz na wszystkie strony świata, z jednej strony widzisz ośnieżone szczyty, z drugiej krowy pasą się na pięknych szerokich łąkach.  Zatrzymujmy się na chwilę, aby zrobić zdjęcie. Schodzę z motocykla, odwracam głowę do tyłu, i nagle widzę jak stado około 20 koni wpatruje się we mnie

Film

Kirgizi, jurty, pastwiska, domostwa

W krajobrazie dominują stepy, które wykorzystuje się jako pastwiska. Latem Kirgizi przenoszą się na wyżej położone tereny by wypasać stada owiec i koni. Zimą mieszkają w swoich domach po wsiach. Któregoś razu rozbiliśmy obozowisko niedaleko wioski kirgiskiej, dzięki temu mogliśmy podglądnąć jak wygląda ich codzienne życie.

Sorry 2

Kirgizi w tych trudno dostępnych rejonach, wciąż żyją tak jak sto lat temu, utrzymują się przede wszystkim z pasterstwa i hodowli owiec i nie wyobrażają sobie opuścić gór, bo w Ojczyźnie przodków nie tylko musieliby porzucić swoje jurty i stada, a wtedy uchodziliby za „innych” ludzi. 

Film

Sami robią masło i maślankę. Kirgizi są bardzo gościnni, zapraszają nas do jurty, pokazują jej wnętrze. Kumys, to mleczny napój alkoholowy, powstający w wyniku fermentacji alkoholowej cukru mlecznego. Wyrabia się go w worku ze skóry baraniej.

Shok

Mieszkańcy Kirgistanu przez brak funduszy mają bardzo słaby dostęp do opieki zdrowotnej, nie mniej zaskakują mnie swoim uzębieniem, bo co drugi Kirgiz ma złote zęby. W Kirgistanie jest za mało szpitali, sprzętu i personelu. Pacjenci sami muszą kupować lekarstwa, a nawet narzędzia chirurgiczne. Z powodu braku podstawowych szczepionek istnieje duże ryzyko epidemii błonicy czy odry.  

Najczęstszą jednak chorobą jest gruźlica, oraz niestety HIV, który zdarza się najczęściej w więzieniach, oraz na południu kraju w powodu przemytu i zażywania narkotyków.

Crazy

Edukacja w Kirgistanie jest obowiązkowa i darmowa od 7 do 15 roku życia. Jednak wiele Kirgiskich dzieci nie chodzi do szkoły. Te które nie mają dokumentów nie mogą chodzić, a wyrobienie takiego dokumentu sporo kosztuje. Tak więc kółko się zamyka. 

Dzieci wyglądają na bardzo szczęśliwe, pomimo, że od małego pomagają swoim rodzicom. Chodzą po wodę nad rzekę, zbierają chrust na opał, wypasają bydło, opiekują się młodszym rodzeństwem.

Kumys, to mleczny napój alkoholowy, powstający w wyniku fermentacji alkoholowej cukru mlecznego. Wyrabia się go w worku ze skóry baraniej.

To jest kurut kulki z suszonego mleka, tak zwany jogurt. Spróbowałam, to nie dość, że strasznie śmierdzi, to jego słony smak zupełnie nie przypadł mi do gustu.

Nocleg w jurcie

Nocleg w jurcie, to całkiem nowe doświadczenie. A jurta to taki przenośny tradycyjny dom koczowników, zbudowany jest z drewnianych kratek, z których buduje się koło. Sercem całej konstrukcji jest tzw. „świetlik”, czyli czubek jurty, który jest odsłaniany w ciągu dnia, co sprawia, że do wewnątrz dostają się promienie słońca. Całość otula się słomianymi matami, kilka warstwami filcowego pokrycia. Całość mocno ściągana jest skórzanymi rzemieniami lub sznurami z końskiego włosia. Wnętrze jurty pokryte jest ozdobnymi tkaninami lub dywanikami. Wygląda to rewelacyjnie, i bardzo kolorowo.

Smile
Shok

Wejście do jurty zwrócone jest zawsze od południa, co ma swoje praktyczne uzasadnienie, więcej światła wpada do wnętrza jurty, przy czym chroni przed mroźnymi wiatrami z północy. Wchodząc do jurty obuwie należy pozostawić na zewnątrz, bądź zostawić w środku tuż przy samym wejściu.  Nie wolno nastąpić na próg, ponieważ gest ten jest jak policzek wymierzony gospodarzowi.  Mam nadzieję, że gospodarze wzięli na nas poprawkę, że my nie obyci w tej kwestii. oznaką lekceważenia gospodarza.

Jurta Kirgizów

Jurta dla turystów

Najgorszym problem jest woda, a w zasadzie jej brak. W górach niestety nie wszystkie rzeki są czyste. Są to zazwyczaj rzeki polodowcowe. Dzieci nieraz muszą przejść spory kawałek drogi, aby nabrać wody. Przewożą ją za pomocą kucyków, w dużych baniakach, albo w wiadrach.

Dzieciaczki są tutaj bardzo szczęśliwe chociaż bieda, która dotyczy prawie 52% społeczeństwa jest też głównym czynnikiem pozbawiającym dzieci prawa do godnego życia i prawidłowego rozwoju. Dzieci można spotkać na każdym kroku, jak kąpią się w potokach, do którego ja bym nie weszła, grają w piłkę, czekają przy drodze, aż w końcu nadjedzie rower czy motocykl, aby przybić piątkę, albo bawią się w tchórza, kto pierwszy ustąpi miejsca na drodze. Na tym niestety się nie kończy. Jak tylko ich mijamy i jesteśmy do nich zwróceni plecami, potrafią rzucić kamieniem.

Film

Rzeka Naryn i sztuczny zbiornik Toktogul

Jadąc na południe Kirgistanu jedziemy wzdłuż rzeki Naryn, gdzie w latach siedemdziesiątych zbudowano sztuczny zbiornik Toktogul. Jezioro Toktogul bo tak je nazywają znajduje się na wysokości 880 m n.p.m. Wokół jeziora są góry, które Kirgizi nazywają dramatycznymi.

Zapora na rzece Naryn

Dojeżdżamy do zapory na rzece Naryn, to właśnie tutaj produkowana jest większość energii dla Azji Centralnej ale i również dla sąsiednich krajów: Uzbekistanu, Kazachstanu, czy nawet Turkmenii. Tutaj mają swój początek główne rzeki regionu, dzięki licznym strumieniom czy topniejących lodowców od których zależą losy przyległych państw. Jeśli Tadżycy i Kirgizi przegrodzą rzeki zaporami i zgromadzą w nich wodę dla potrzeb energetyki, dla sąsiadów będzie to prawdziwa katastrofa. Problemem są też ostre zimy, bo żeby ogrzać swoich mieszkańców, wodne elektrownie pracują pełną parą, czego poważnym skutkiem jest obniżenie poziomów w zbiornikach do stanu krytycznego. Zapasów wody, mimo drastycznych oszczędności nie udało się do tej pory odbudować. Dzisiaj każdy zadaje sobie pytanie, ile wody spłynie na rolnicze niziny przy wiosennych roztopach. Czy uda się napełnić zbiorniki do bezpiecznego poziomu, aby w mieszkaniach nie brakowało prądu. 

Wodospady i samochód zawieszony nad skarpą

Dojeżdżamy do Arslan Bob, uzbeckiej wioski, Dlaczego uzbeckiej bo pomimo, że leży ona w Kirgistanie to w większości mieszkają w niej Uzbecy. Występuje tutaj naturalny las orzechowy, a w okolicach wioski znajdują się dwa górskie wodospady. Mały wodospad jest praktycznie w centrum wioski, natomiast Wielki Wodospad znajduje się już wysoko w górach. Droga do niego jest bardzo kamienista i trudna do pokonania. Kto jeździ na motocyklu ten wie, że pokonanie takiej trasy we dwójkę, gdzie motocykl przy pełnym obładowaniu waży prawie pół tony nie jest proste. Dalsza trasę pokonuje na pieszo, choć w butach  i spodniach motocyklowych nie było to łatwe. Dodatkowo upał, głód itd……

FILM

Wacko

Kiedy docieram do miejsca, gdzie czeka na nas reszta ekipy, okazuje się, że samochód Piotra podczas przejazdu, zawiesił się nad skarpą i bez pomocy ciężkiego sprzętu, nie było szans na jego wyciągnięcie.   

Trwające kilka godzin dyskusje, oraz próby wyciągnięcia samochodu na drogę na nic się zdały. Z pomocą przybyli tubylcy,którzy zaproponowali pomoc w postaci wielkiego Kamaza. Pomoc okazała się strzałem w dziesiątkę.

Dżalalabad – polski cmentarz

Po drodze zajeżdżamy do Dżalalabad, gdzie znajduje się polski cmentarz. Jedziemy wzdłuż granicy z Uzbekistanem. Leży tutaj wielu naszych rodaków, którym nie było dane wrócić do Ojczyzny. Napis na obelisku głosi: „Tu spoczywają Polacy, 96 żołnierzy Armii Polskiej gen. Władysława Andersa i osoby cywilne – byli jeńcy i więźniowie sowieckich łagrów zmarli w 1942 roku. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.”

Cmentarze i pochówek

Po drodze mijamy cmentarze z pięknymi grobowcami. Wyglądają na opustoszałe, ale Kirgizi, starają się nie odwiedzać grobów bliskich i bardzo rzadko bywają na cmentarzu. Dla nich to niepokojenie dusz. W Kirgistanie cmentarze znajdują się w górzystych miejscach, koniecznie poza miastem. Jeśli chodzi o tradycje pogrzebowe, to w odróżnieniu od Polaków, Kirgizi chowają zmarłych trzeciego dnia, żeby wszyscy krewni z dalekich stron mogli dotrzeć na pogrzeb i rzucić garstkę ziemi na grób. Przygotowania do pogrzebu rozpoczynają się od rozstawienia jurty, na której wywieszają zdjęcie zmarłego. W jurcie,  kładą nagie, i przykrywają grubą tkaniną,  W jurcie wówczas mogą znajdować się wyłącznie kobiety, które wyrażają ból po stracie bliskiego człowieka.

Pożegnanie zmarłego jest moralnym obowiązkiem nawet najdalszego znajomego, więc przed pogrzebem, wszyscy goście zapraszani są do domu, gdzie czeka na nich zastawiony stół. Dopiero tam ustalany jest termin pogrzebu krewni dowiadują się o tym, w jaki sposób zmarł. Zgodnie z tradycją, należy koniecznie spróbować każdej potrawy, która znajduje się na stole. Kirgizi wierzą, że dzięki temu dusza zmarłego dotrze szczęśliwie do raju.

W dniu pogrzebu ciało jest myte i zawijane w białą tkaninę. W ceremonii tej uczestniczą tylko kobiety. Zgodnie z tradycją, wszyscy przybyli na pogrzeb goście, otrzymują kawałek tkaniny lub chusteczkę na pamiątkę po zmarłej osobie. Zwykle w południe przychodzi imam z meczetu. Po jego modlitwie ciało zabierane jest na cmentarz. W ostatniej drodze zmarłemu towarzyszą wyłącznie mężczyźni. Tylko oni mogą brać udział w pochówku. Warto nadmienić, że w ich kulturze nie używana jest trumna. Kirgizi zbierają się na cmentarzu dopiero siedem bądź czternaście dni po śmierci bliskiej im osoby. Pomnik na grobie można ustawić w pierwszą rocznicę śmierci, do tego czasu na grobie znajduje się tabliczka z danymi osoby zmarłej.

24 godziny w toalecie

Dojeżdżamy do Osh to najstarsze miasto Kirgistanu i drugie pod względem wielkości zaraz po Biszkeku. Tutaj też zaczynają się problemy zdrowotne Marka. Znajdujemy pensjonat  Zhukov’s Guest House. zresztą znany motocyklistom i zostajemy w nim na dwie noce. Dlaczego aż dwie noce, bo przez 24 godziny ulubionym miejscem Marka, była toaleta. Oprócz zatrucia żołądkowego, podejrzewamy go jeszcze o udar słoneczny. To jest efekt nie założenia niczego na głowę będąc na cmentarzu, a było w okolicach 35 stopni.

Dash 1

Wszyscy zaczynamy się denerwować, na dodatek setki męczących pytań od współtowarzyszy, a czy wziął tabletkę, a ile, a jakie, a może to, a może tamto, denerwuje mnie na maksa. 

Rzucam hasło, aby pojechali w kierunku granicy z Tadżykistanem do pozostałej ekipy, która zatrzymała się w Sary tash. Tym bardziej, że i tak dla nich na tą noc nie ma tutaj wolnego pokoju. Po wielu namowach, decydują się pojechać. Zostajemy sami, następuje cisza i wewnętrzny spokój. Co jakiś czas aplikuję Markowi ogromną dawkę leków, pod wieczór spada mu temperatura.

Reanimujemy go czym się da, co się okazuje, że tutejsze tabletki mają najszybsze działanie.

Góra Sułajman Too w centrum Osh

Kiedy Marek nabierał sił wybrałam się z Ukraińcem z pensjonatu, na Świętą Górę Sułajman Too, znajdującą się w samym centrum miasta na wysokości 1100 m n.p.m.. To jedyny obiekt w Kirgistanie, który w 2009 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 

Clapping

Legenda głosi, że kobiety, które wejdą na górę i przecisną się do jamy świętej skały, będą rodzić wyłącznie zdrowe dzieci.  Ze szczytu Świętej Góry rozpościera się wspaniały widok na miasto, na uśpione szczyty Pamiru, gdzieś niedaleko Uzbekistan. 

Następnego dnia, po 24 godzinach siedzenia w toalecie ruszamy w stronę granicy z Tadżykistanem.

Słynna M-41 Pamir Highway

Droga biegnąca w stronę granicy z Tadżykistanem to słynna M41- Pamir Highway, nieformalnie zwana Autostradą Pamirską. Pomimo takiej nazwy kompletnie nie przypomina autostrady. To najbardziej znana w zamierzchłych czasach, gdy karawany przemierzały nią jedwabny szlaki. Równocześnie jest najpiękniejszą widokowo drogą świata. Kiedyś droga była w pełni asfaltowa, dzisiaj z asfaltu pozostało może 40 % w dodatku w bardzo złej jakości. 

Sowieci, z obawy przed Afgańską inwazją utwardzili i w 1980 roku wyasfaltowali szosę. Niestety od 35 lat drogi się nie remontuje, przez co obecność asfaltu jest już znikoma. Przez lata, w wielu miejscach droga została także zniszczona przez skały i lawiny błotne.

Przełęcz Pass Taldyk 3615 m n.p.m.

Yes

Przejeżdżamy przez wysokogórską przełęcz,Pass Taldyk, która znajduje się na wysokości 3615 m n.p.m. nad poziomem morza.  To do tej pory najwyższa przełęcz jaką mieliśmy przyjemność pokonać. Zimą przełęcz jest jedną z najniebezpieczniejszych przełęczy górskich w kraju, a to ze względu na nagłe i nieprzewidywalne zmiany pogody, jak burze i zamiecie śnieżne.Jazda wtedy w takich warunkach może być niezwykle trudna.

Sary-Tash i Pik Lenina

7134 m n.p.m.

Po niecałych trzech godzinach dojeżdżamy do Sary-Tash, wioski znajdującej się na wysokości 3.170 m n.p.m. Sary-Tash to węzeł drogowy łączący Chiny, Kirgistan i Tadżykistan. To stąd rozciąga się niesamowita panorama na góry Pamiru. W tym miejscu czekała na nas cała ekipa, która bez nas nie mogłaby przekroczyć granicy z Tadżykistanem. Natychmiast lecimy w stronę granicy. Droga dziurawa, ale jeszcze asfaltowa, trzeba jednak bardzo uważać. Już kilka razy miałam wrażenie, że pod naciskiem wstrząsu, nagłej wpadki w dziurę, łamią mi się kręgi szyjne. Jadąc w tamtą stronę nie zdawałam sobie sprawy, że nie spełnię jednego ze swoich marzeń, że nie podejdziemy do obozu pierwszego pod Pik Lenina, który znajduje się na wysokości 4400 m n.p.m. Nie ukrywam, że to dla mnie wielka strata, być w takim miejscu i nie móc tam być. Niestety poskładało się na to kilka spraw. Nasz motocykl, który często odmawiał posłuszeństwa, awaria samochodu Wojciecha, który już o 5 rano ruszył do Osh aby go naprawić i pozostała część ekipy, która marzyła już o wypoczynku nad jeziorem Issyk-kul.

Punkt graniczny Bordobo

Dojeżdżamy do kirgiskiego punktu granicznego Bordobo, Zanim jednak wjedziemy w głąb Tadżykistanu czekają nas formalności, kontrola wizowa, oraz wremienny wwoz wszystkich pojazdów. Jest to forma celnej odprawy pojazdu stosowana dla obcokrajowców. Nasz wremienny wwoz został przygotowany dla wszystkich razem, dlatego na granicy musieliśmy być w komplecie. Inaczej nikt nie przekroczył by granicy z osobna. odam jedynie, że bez pozwolenia nie ma co jechać. Podobno są tacy, których umiejętności pertraktacji pomogły dostać się do Górnego Badachszanu bez pozwolenia, a jedynie dzięki łapówkom, ale jest to dość ryzykowne. Po drodze, praktycznie na każdym rozwidleniu dróg znajdują się punkty kontrolne, gdzie dokładnie sprawdzana jest wiza i pozwolenia. Lepiej nie zgubcie tego świstka, bo może być problem – jednak z drugiej strony nie ma się co obawiać częstymi kontrolami. Takowe rozwidlenia zdarzają się raz na kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów.

Tadżykistan

To kraj w centralnej Azji ze stolicą w Duszanbe. Niemal całą jego powierzchnię zajmują góry. Ponad połowa terytorium leży powyżej 3000 m n.p.m. Na południowym wschodzie rozciągają się góry Pamir z najwyższymi szczytami Isamaila Samaniego (7495 m n.p.m.) i słynny szczyt Lenina (7134 m n.p.m.). 

Życie w ubóstwie

Ludzie żyją w bardzo skromnych warunkach. W wielu miejscach w Pamirze energia elektryczna i to słaba, jest dostępna jedynie wieczorem i rano. W większości wsi nie ma bieżącej wody. Transport publiczny między mniejszymi miejscowościami prawie nie istnieje. Bardzo surowo karane są przestępstwa związane z posiadaniem narkotyków i handlem nimi. W Tadżykistanie dochodzi do częstych gwałtów na kobietach i powszechny jest też handel kobietami. Dlatego trzeba być bardzo czujnym. Należy ograniczyć do minimum podróżowanie nocą. Sieć telefoniczna wewnątrz kraju jest bardzo zła, polski roaming działa w wyjątkowych przypadkach.

Przełęcz Kyzyl-Art 4280 m n.p.m.

Jedziemy w kierunku przełęczy Kyzyl-Art. To najbardziej oszałamiające przejście graniczne na świecie, ponieważ przebiega wzdłuż autostrady Pamir Highway.

FILM

Shok

Pomimo, że granica kirgisko-tadżycka przebiega na przełęczy o wysokości ponad 4200m, to posterunki graniczne znajdują się po dwóch jej stronach, oddzielone od siebie 20 km pasem „ziemi niczyjej”. To jeden z najwyżej położonych posterunków granicznych na świecie.  Stoją tutaj kontenery i kilka baraków, które zostały przerobione na biura i mieszkania pograniczników. Granicy oprócz młodych żołnierzy, pilnują specjalnie wyszkolone psy. Przez lata przebiegała tutaj granica między Związkiem Radzieckim, a Chinami. To tędy biegnie główny szlak narkotykowy łączący Afganistan z Rosją, przez którą szmugluje się około 70% rosyjskich narkotyków. 

Z rozmowy z pogranicznikiem dowiaduję się,  że zimą tutaj temperatura spada do około -30 stopni, a i wysokość też robi swoje, więc nie każdy się nadaje do takiej pracy. Nie każdemu służy tutejszy klimat, mała ilość tlenu i ciśnienia powietrza, już nie jednego zwaliła z nóg.  Płacimy 5 dolarów za wjazd. Skąd ta opłata tego nie wie nikt, to jakieś ich wewnętrzne niepisane zasady. Korupcja sięga nawet tak wysoko. 

Droga prowadzi wzdłuż granicy z Chinami, której już teraz nikt nie pilnuje jak za czasów ZSRR. Granica oddzielona jest jednym z najdłuższych płotów na całym świecie owiniętym drutem. Dłuższym jest jedynie płot w Zachodniej Australii, który został wzniesiony w celu powstrzymania plagi królików.

Łącznie wszystkie ogrodzenia miały długość 3256 kilometrów.

Największą atrakcją wyprawy po Tadżykistanie jest praktycznie całkowity brak zasięgu, o Wi-Fi, już nie wspominam.

Dojeżdżamy do pierwszej przeprawy przez rzekę. Spotykamy tutaj naszych motocyklistów, którzy reanimują Africę napotkanego Chorwata, który utopił ją w tej wartkie rzece.

Pierwsza noc w Tadżykistanie

Ludzie tutaj żyjący pomimo biedy są bardzo hojni. Starsze dzieci opiekują się młodszymi, noszą wodę z rzeki, bo niestety o bieżącej wodzie mogą tylko pomarzyć. W tych rejonach nie ma mowy o uprawie czegokolwiek, rolnictwo po prostu nie istnieje. Jest za zimno i za mało tlenu, aby coś wartościowego hodować. Nie ma więc owoców i warzyw. Mimo wszystko są oni bardzo szczęśliwi. 

Wioska i jezioro Karakol

Dojeżdżamy do wioski i jeziora Karakul, które położone jest na wysokości 3914 m n. p. m. To bezodpływowe słone jezioro, będące największym jeziorem tego kraju. Jezioro powstało w wyniku uderzenia meteorytu w skały krystaliczne ponad 4 miliony lat temu.  W 2014 roku, rozegrano tutaj regaty, i po tym zdarzeniu uznano to jezioro za najwyżej położone żeglowne jezioro na świecie, pokonując tym samym Tititacę. 

Jesteśmy na ogromnym płaskowyżu, który ciągnie się około 280 km z północy na południe i ok. 400 km z zachodu na wschód.

Najwyżej położona przełęcz 4655 m n.p.m.

Przed nami przejazd przez najwyższą przełęcz Ak Baital 4655 m n.p.m. w Tadżykistanie. Na trasie z Osz do przełęczy Ak Baital, suma przewyższenia wynosi ponad 3750 metrów w pionie, a to zaledwie 340 km. Bez aklimatyzacji moglibyśmy mieć problemy, jak ból, zawroty kaszel czy nawet wymioty. Nam udaje się przejechać przełęcz bezproblemowo, oczywiście wspomagamy się aspiryną ale inni panowie na motocyklach mieli już problemy w Sary Tash na wysokości lekko ponad 3 tys.m n.p.m.

Jezioro Yashilkul

Jeziora Yashilkul, w którym według miejscowych legend żyją wodne wielbłądy. Trasy na mapie google nie ma bo  generalnie nie istnieje. Droga jest szutrowa, ale nie ma żadnego problemu, aby ją pokonać. Z racji tego, że wjeżdżamy na teren rezerwatu musimy mieć pozwolenie na wjazd i uiścić opłatę.

Wzdłuż granicy z Afganistanem

Bomb

Droga prowadzi wzdłuż rzeki Pandż, która przez ponad tysiąc kilometrów stanowi granicę tadżycko-afgańską. Roślinności raczej już tutaj nie zobaczymy. Wyższe partie Pamiru pokryte śniegiem przez cały rok. W dolinach, też nie jest lepiej  bo panują tutaj długie i bardzo mroźne zimy, a lato jest chłodne i krótkie. Zatrzymujemy się nad rzeką, choć to ponoć niebezpieczne, ponieważ okolice rzeki Pandż są zaminowane.  

Z tej brudnej rzeki, wyglądającej jak płynny beton jedliśmy ryby,

Cały czas droga wiedzie wzdłuż granicy z Afganistanem.

Korytarz Wachański

Shok

Dojeżdżamy do słynnego Korytarza Wachańskiego, który leży na terenie Afganistanu. Tylko tutaj rosną drzewa i znajdują się pola uprawne, dalej już tylko surowe góry i martwe przestrzenie. Droga jest bardzo kręta i niebezpieczna, patrząc na wraki samochodów w dole doliny, niejednokrotnie musiał wydarzyć się tutaj tragiczny wypadek.  

Podróżując w bezpośrednim sąsiedztwie Afganistanu, tak naprawdę nie wiedzieliśmy czy mamy się czego obawiać. Mieszkańcy tej części kraju to przede wszystkim Wachowie, pochodzenia irańskiego którzy różnią się kulturowo od reszty kraju. 

Wachowie jest to lud dość słabo znany, a jego liczebność wynosi według różnych szacunków 15-20 tysięcy osób. Wachowie posługują się archaicznym językiem wachańskim, który występuje jedynie w formie mówionej (aż do połowy XX wieku Wachowie nie posługiwali się żadnym pismem), lecz większość z nich sprawnie posługuje się również językami tadżyckim oraz paszto, których to używają jako języków pisanych. Wyznają islam. Żyją w niedużych wioskach zwanych qishlaq, składających się z kilku połączonych domów. Zajmują się rolnictwem – uprawiają głównie pszenicę – oraz hodowlą i pasterstwem, głównie kóz i jaków.

Granicę nieustannie patrolują uzbrojeni tadżyccy żołnierzeKorytarz Wachański jest jednym z najbiedniejszych regionów Afganistanu. Największym problemem jest tu brak zaplecza medycznego, brak edukacji, niepewna ilość zapasów żywności, oraz uzależnienie wielu ludzi od opium

Info z Wikipedii – Wszelki ruch przez korytarz został zatrzymany po zamknięciu granic przez komunistyczne Chiny w 1949 roku. Szlak przez korytarz sporadycznie wykorzystują przemytnicy narkotyków. W 1979 roku Sowieci okupujący Afganistan zajęli również korytarz wachański i do połowy jego długości doprowadzili drogę dla czołgów. Po zamachach z 11 września 2001 spekulowano, że korytarz wachański może stanowić schronienie dla Osama Bin Ladena

Jadąc po drodze zatrzymujemy się w wyjątkowym miejscu. To tutaj 26 lipca w 2010 roku w Korytarzu Wahańskim, zginął polski motocyklista Robert „Izi” Gałka. To była końcówka jego dwumiesięcznej wyprawy po Kirgistanie, Tadżykistanie i Afganistanie. Nagle stracił panowanie nad motocyklem i najprawdopodobniej przyczyną była gwałtowna utrata powietrza w przednim kole. Wpadł w niewielką dziurę w asfalcie i wywrócił się. Reanimację rozpoczęto natychmiast. Nie było jednak żadnych szans na uratowanie Iziego. Zmarł na miejscu.

Pierwsza awaria motocykla

Shok

Po kilkunastu kilometrach już za Langarem, Marek nagle się zatrzymuje, stwierdza, że chyba brakło nam benzyny. Pomaga nam Tadżyk, od którego kupujemy 3 litry, pomimo tego nasz motocykl nie odpala. Okazuje się, że chyba poszła pompa paliwowa.  Na to wszystko nadjeżdża Puszek z Wojtkiem. Przez 3 dobre godziny, trwała wymiana pompy. Podczas naprawy, jedno się naprawiło natomiast drugie urwało. Na szczęście wszystkie pomysły Puszka były na tyle efektowne, że udało się odpalić motocykl.

Dolina Bartang szósty dzień w Tadżykistanie

Clapping

Dolina Bartang, o której słyszałam dosyć sporo, to najbardziej emocjonujący odcinek naszej trasy.  I pod względem krajobrazu i emocji jakie towarzyszyły nam podczas drogi. To miejsce bardzo rzadko odwiedzane przez turystów, ponieważ droga jest trudna, ciągnie się przez 300 km, zdarza się, że jest nieprzejezdna, bo jest zalewana, lub całkowicie zniszczona. Jednak podczas jej przejazdu można było spotkać pojedynczych turystów, nawet jadących na rowerach. Samo słowo Bartang, oznacza nic innego jak wąskie przejście. Dolina Bartang była w moim odczuciu najciekawszą, a ludzie których tam poznaliśmy mimo ciężkiego codziennego życia, okazywali wielkie serce dla nas.

Przez dolinę Bartang jedziemy trzy dni, wydawałoby się, że to tylko 300 km, ale po tej drodze nie dało się jechać szybciej niż 40 km na godzinę.

Wioska Usoy

W dolinie Bartang w roku 1911 wydarzyła się straszna tragedia. W lutym wystąpiło największe trzęsienie ziemi w historii Tadżykistanu, którego siła wstrząsu oszacowana została na 7,4 stopnia w skali Richtera. W wyniku tego trzęsienia ziemi w dolinie rzeki Murgab i Bartang, na wysokości około 3000 m.n.p.m. ze zboczy osunęły się ogromne ilości olbrzymich skał, torując koryto rzeki, tworząc jednocześnie najwyższą naturalną zaporę wodną na świecie. Osuwisko zasypało małą wioskę Usoy, grzebiąc w ten sposób około jej 180 mieszkańców. W wyniku zasypania koryta rzek, spiętrzona woda rzeki Murgab, zaczęła po kolei zalewać leżące w dolinie rzeki wioski, w tym Sarez. W wyniku tego powstało jezioro Sarez. żeby zwiedzić jezioro Sareskie musimy mieć osobne pozwolenie na odwiedzenie jeziora Sarez. Z tego co mi wiadomo wydawane jest w Duszanbe przez Komitet do Spraw Nadzwyczajnych

Obecnie zapora jest sporym zagrożeniem dla obszarów położonych poniżej zbiornika. Dlatego największym zagrożeniem dla zapory stanowi kolejne trzęsienie ziemi, a w tej części regionu rejestruje się ponad tysiąc wstrząsów rocznie, z czego około 300 jest na tyle silnych, że są odczuwalne przez mieszkańców. 

Dojeżdżamy do miejsca, gdzie woda zabrała drogę, na szczęście został wytyczony objazd, którym jedziemy.

Nigdy nie spotkała nas jakakolwiek nieprzyjemna sytuacja, która w jakikolwiek sposób mogłaby zachwiać nasze zaufanie do Pamirczyków. Wręcz działo się odwrotnie. Pomocni i niesłychanie gościnni ludzie oczarowali nas swoim podejściem do obcych im przecież ludzi.

Przed nami dwie przeprawy rzeczne

Dojeżdżamy do pierwszej przeprawy przez rzekę. Kiedyś były tutaj mosty, ale nurt wody je pozrywał. Rzeka była rozlana i z minuty na minutę poziom wody się podnosił.

Demontujemy kufry z motocykla, aby było lżej, i po dobrej godzinie udaje się w końcu przetransportować motocykl na drugą stronę.

Radość nie zna granic, ale trwa krótko, bo po przejechaniu zaledwie 2 może 3 km, na swojej drodze natrafiamy na kolejną rzekę. Jest jeszcze większa i groźniejsza. Kolejną godzinę, albo i dwie tracimy na przejazd na drugą stronę rzeki. Jestem zajebiście zdenerwowana i zmęczona. Utopienie motocykla w takiej rzece, jest jednoznaczne z przymusowym zakończeniem naszej wyprawy. 

FILM

Najwęższy przejazd 

Shok
Shok

Jedziemy wąską drogą, jeden niekontrolowany ruch i jesteśmy w dole doliny. Jest naprawdę niebezpiecznie, w dodatku nadciągają czarne chmury i robi się zimno. Jesteśmy lekko poniżej 4 tys. m.n.p.m. Ten niesamowity emocjonujący przejazd, robi na nas wszystkich olbrzymie wrażenie.  Marek zatrzymuje się aby zrobić zdjęcie, ogarnia mnie niepokój, kiedy zbyt blisko podjeżdża do stromego zbocza. Chyba pierwszy raz podczas całej wyprawy mam strach w oczach. Przy okazji denerwuję się, aby nasz motocykl nie zastrajkował w takim miejscu.  Bo byśmy tam zostali do dzisiaj.

A tak wyglądał już powrót z Tadżykistanu, przez wschodnią część Kirgistanu.

Jezioro Song-Kul 

Yes 3

Zjeżdżamy z przełęczy i dojeżdżamy do Jeziora Song-Kul położonego na wysokości 3.016 m n.p.m. które wraz z okolicą tworzy prawdopodobnie największy region pasterski w Kirgistanie. 

W okresie od połowy maja do połowy września Kirgizi, rozstawiają tutaj swoje jurty i przez 4 miesiące wypasają zwierzęta. Można tu napotkać liczne stada koni, krów, owiec, a nawet jaków. Nad jeziorem nie ma żadnej infrastruktury, nocować można zatem, albo pod namiotem, albo u lokalnych pasterzy, którzy w swoich jurtach spędzają tu kolejne sezony w okresie gdy Song-Kul nie jest zamarznięte. W promieniu 50 kilometrów nie ma żadnych miejscowości. Jezioro otoczone jest górami Song Kol i Mołdo. Wokół jeziora nie ma ani jednego drzewa, ani stałych budynków. Jezioro jest piękne, jednak ze względu na pogarszającą się pogodę, nie zatrzymujemy się nad nim.

Jezioro Issyk-Kul

Wink
Yahoo
Biggrin

Dalej jedziemy w kierunku największego jeziora tego kraju, Issyk Kul, położonego na wysokości 1609 m n.p.m. ale wpierw uderzamy nad małe słone jezioro Salt Lake. Zjeżdżamy z głównej drogi i około 12 km jedziemy po żwirowej drodze, wzdłuż Issyk Kul, dojeżdżając do punktu poboru opłat. W miejscu tym znajduje się mnóstwo jurt, które oferują noclegi. Płacimy za wjazd 150 som, ale nie dostajemy żadnego pokwitowania. Na parkingu zostawiamy motocykl i idziemy nad jezioro. Woda w jeziorze jest tak zasolona, że kiedy się w nim pływa, to całe ciało stale utrzymuje się na powierzchni wody.  Nad brzegiem jeziora i na jego dnie znajduje się błoto lecznicze, gdzie można zafundować sobie kąpiel błotną. Z nad Salt Lake, zjeżdżamy nad Issyk Kul, bezodpływowego słonego jeziora, drugiego co do wielkości jeziora górskiego na świecie, zaraz po Titicaca w Ameryce Południowej. Tutaj rozbijamy obozowisko i zostajemy na dwie noce. Jezioro leży na wysokości 1609 m n.p.m., temperatura wody jest porównywalna do naszego Bałtyku w okresie letnim. Może nawet ciut cieplejsza. Mieszkańcy Azji Centralnej spędzają tutaj swoje wakacje, wylegując się na plażach otoczonych ośnieżonymi szczytami górskimi. Jezioro wygląda jak morze, szum fal, wielkość i brak widoczności drugiego brzegu pozwala poczuć się jak w nadmorskim kurorcie. Rozbijamy nasz ukochany namiocik po raz enty…… ,robimy pranie, i delektujemy się po ciężkim dniu. Piwko nieźle smakuje w takim klimacie.

Kanion Skazka

Biggrin

Kanion Skazka to malownicze miejsce i największa atrakcja po południowej stronie jeziora Issyk Kul. Widoki są kosmiczne, chociaż bardziej przypominają planete Mars, a nawet jakieś baśniowe miejsce. Fantazyjne kształty, a przede wszystkim wspaniałe kolory i różne formacje skalne, które przez wieki kształtowane są przez wiatr. Niektóre mają nawet konkretne nazwy jak np. Wielki Mur Chiński. Oprócz tego znajdziecie hipopotama, węża, sowę, oraz wielkiego giganta. Przez blisko godzinę wspinamy się na nie i wędrujemy ich grzbietami. Ożywione słonecznymi promieniami skały, mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni, oraz żółtego i pomarańczowego koloru. Niektóre skały dosłownie mienią się kolorami tęczy!

Dolina Siedmiu Byków 

Z Tosor lecimy do doliny Siedmiu Krwawych Byków w kierunku Yeti Oguz. Po mniej więcej 10 kilometrach, zaczynają wystawać góry o niesamowitych, czerwonych kolorach. Im bardziej oddalamy się od wsi, tym więcej takich skał w krajobrazie. Naszym oczom ukazuje się imponująca formacja skalna, olbrzymia góra, która wygląda jakby była przecięta na pół. Tutejsze skały to piaskowiec, a ich chropowata faktura wygląda niczym warstwy ułożone jedna na drugiej.

Dodaj komentarz