Zakopane, piękno Tatr i cały świat

Wyspa Karpathos – odkrywamy nieznane

Karpathos, mała urocza wysepka

Olympos

Karpathos to piękna dziewicza wyspa, położona w południowej części Dodekanezu, kusi dzikimi i mało znanymi plażami, a piękne tradycyjne wioski umiejscowione na zboczach wzgórz, przyciągają swoją autentycznością.  

To był wyjazd pod wielkim znakiem zapytania. Czy pogoda dopisze, co będziemy robić tam tyle dni? Przecież, to mała wysepka mierząca zaledwie 60 km długości i kilka kilometrów szerokości. Przy naszej aktywności, dziesięć dni na wyspie może okazać się zbyt długim pobytem w jednym miejscu. Jak jednak było, sami zobaczcie naszą relację z 10-dniowego pobytu na wyspie.

Wylot z Warszawy

Jest 20 październik, na wyspach greckich to praktycznie końcówka sezonu.  Lecimy z Warszawy do Aten, a następnie na wyspę Karpathos. Przez większość drogi do Warszawy towarzyszą nam mgły, które są fantastyczną scenerią dla niejednego fotografa. Udaje mi się zrobić jedyną fotkę, w trakcie jazdy samochodem.

Lot przebiegał bezproblemowo, a świetna pogoda zagwarantowała nam wspaniałe widoki z samolotu. Tak wyglądała Warszawa uchwycona na lotniczych zdjęciach i to jest właśnie zaleta latania samolotem, bo jest możliwość podziwiania świata z innej perspektywy.

Warszawa z samolotu

Przylot

Na miejscu jesteśmy po godzinie 18 czasu lokalnego. Na malutkim lotnisku podpisujemy stosowne dokumenty i wypożyczamy samochód Citroen C1. Lotnisko jakby wymarłe, zresztą z samolotu wysiadło zaledwie kilka osób. Widać, że to końcówka sezonu.

Nasz wynajęty domek znajduje się na wzgórzu w pobliżu lotniska. Do dyspozycji mamy komfortowe mieszkanie, z dwoma sypialniami, łazienką i dużą kuchnią z salonem. W kuchni ekspres do kawy, herbata, miód, jogurt i pyszne ciasteczka. To wszystko dla nas. 😉

Na zewnątrz duży taras z ogrodem z widokiem na morze, na którym poranna kawa oraz śniadanie smakuje wyśmienicie.

 

Pigadia-stolica Karpathos

Późno wieczorem jedziemy do Pigadii, stolicy wyspy Karpathos. Zaopatrujemy się w artykuły spożywcze w jednym z najdroższych sklepów (taki wniosek wyciągamy po kilku dniach robienia zakupów w innych sklepach). Następnie udajemy się na wieczorny spacer.

Pigadia to największe miasto położone w południowo-wschodniej części Karpathos z głównym jego portem. Na stałe zamieszkuje tu około 2500 tysiąca osób. Z roku na rok rośnie zainteresowanie kupnem nieruchomościami na wyspie przez cudzoziemców, zwłaszcza Amerykanów. Mają oni tutaj swoje Ville, tawerny, które w sezonie tętnią życiem. Większość hoteli na Karpathos jest otwarta tylko w sezonie turystycznym (od maja do października). Obok zatłoczonych miejscowości są małe wioski rybackie, do których masowa turystyka jeszcze nie dotarła, dzięki czemu można tutaj spokojnie wypocząć.

W centrum Pigadii, znajduje się mnóstwo klimatycznych restauracji, tawern i klubów. Wieczorową porą miasteczko rozświetlone jest tysiącem światełek, przez co wygląda bardzo uroczo.

Poranki jak marzenie

Kolejnego dnia, budzi nas piękny wschód słońca. Zresztą dzisiaj mogę już wspomnieć, że tak było każdego dnia, przez dziesięć dni. Cisza spokój tylko wiatr dawał o sobie znać. Dlatego są tutaj znakomite warunki dla miłośników windsurfingu. Na Karpathos rozgrywane są zawody pucharu świata w speedzie. Silny i porywisty wiatr w okresie letnim znany jest jako Meltemi. Najmocniej wieje w lipcu i sierpniu, prędkość wiatru sięga nawet 40 węzłów. W październiku wiatr jest nieco słabszy, przez co bardziej przyjazny początkującym i średnio zaawansowanym surferom.

Po śniadaniu jedziemy na jedną z najpiękniejszych plaż Karpathos.

Plaża Diakoftis Beach

W zasadzie plaże są dwie, przedzielone wąskim skrawkiem lądu. Znajdują się w pobliżu lotniska i aby do nich dotrzeć, należy pojechać szutrową drogą, wzdłuż pasa startowego. Krystalicznie czysta woda o turkusowym kolorze, mięciutki piasek, cisza i spokój to kapitalne miejsce na wypoczynek. Póki co na plaży jesteśmy sami, no dobra…. są jeszcze wszędobylskie kozy. 

Druga plaża jest lekko żwirowa, tam sprytnie ukryła się para nudystów. Infrastruktura praktycznie nie istnieje, znajduje się tutaj jedyny bar, ale i on był zamknięty. Plaża uchodzi za jedną z najspokojniejszych dzikich plaż na wybrzeżu. Dodatkową atrakcją jest lądowanie samolotów nad błękitną laguną.

Arkasa – z pozostałościami starego Akropolu

Po całym dniu spędzonym na plaży jedziemy do Arkasy, oddalonej o 16 km od stolicy Karpathos. Marzy nam się tradycyjna kuchnia grecka, ale czynna jest tylko jedna tawerna, która proponuje nam grecką sałatkę i greckie souvlaki. Poza sezonem, większość tawern i restauracji o tej porze roku jest zamkniętych. 

Arkasa, to starożytne miasto, które znajduje się na zboczach okolicznych wzgórz, z układem amfiteatru. Do dziś można zobaczyć pozostałości starożytnego Akropolu. Jest to największe miasto, po zachodniej stronie wyspy, zamieszkuje ją około 600 osób. Miasto jest spokojnym miejscem przez większość roku, ale kiedy nadchodzi sezon, ma wielu odwiedzających. 

Warto przejść się po brukowanych wąskich uliczkach. Spotykamy tutaj bardzo dużo kotów, w większości wyglądają na zaniedbane i opuszczone. Są jednak notorycznie dokarmiane i pomimo słabego wyglądu jest im na wyspie bardzo dobrze. Grecy twierdzą, że są pożyteczne, bo zjadają wszelkie robactwo. 

Jednym z najważniejszych zabytków w Arkasie, jest bizantyjska świątynia Ag. Anastasia z pięknie zachowaną mozaiką na podłodze. 

Południowe wybrzeże

Kolejny dzień rozpoczynamy od zwiedzania południowego wybrzeża, które jest wyjątkowo poszarpane. Znajduje się tutaj plaża Agios Teodoros Beach, do której jest dość strome zejście. Plaża jest mało przyjemna, z drobnymi kamyczkami z miękkim podłożem, przez co człowiek bardzo szybko się zapada. Nie zostajemy tutaj dłużej. Tuż obok znajduje się malutki kościół prawosławny i taverna, która czynna jest tylko w sezonie.

Finiki, malownicza wioska rybacka

Finiki, to nadmorska osada, która została zbudowana przez lokalnych rybaków. Do 1900 roku była niegdyś głównym portem handlowym na Karpathos. Obecnie w porcie stoją drewniane kolorowe łodzie, które są ozdobą całej wioski. Na głównym placu, znajduje się pomnik zwany Immacolata. Przedstawia on siedmiu greckich bohaterów, siedzących w małym statku, którzy w 1945 roku, popłynęli stąd do Egiptu w Aleksandrii, ogłaszając greckiemu rządowi wspaniałe wieści. Rząd był wówczas na wygnaniu, a radosną wiadomością jaką mieli do przekazania, była odzyskana wolność, po 5-ciu wiekach obcych rządów. Niemieckie wojska okupacyjne opuściły wyspę, a mieszkańcy aresztowali włoską straż i 5 października ogłosili wyzwolenie wyspy.

Nieopodal stoi pomnik Posejdona.

W samej osadzie znajduje się kilka tawern, które oferują świeże ryby i owoce morza. Zaglądamy do jednej z nich i tym razem mamy przyjemność  posmakować greckich specjałów. Rybka i kalmary smakują wyśmienicie. Panuje tu niesamowity spokój i cisza, przez co klimat tego niewielkiego miasteczka jest niepowtarzalny.

Tuż obok portu znajduje się piaszczysta plaża z bardzo łagodnym wejściem do morza. W sezonie wyposażona jest w słomiane zadaszenia, parasole i leżaki. Podczas naszego pobytu były właśnie demontowane.

Finiki

Kaplica Agios Nikolaos

Nad portem na szczycie wzgórza znajduje się urocza kapliczka Agios Nikolaos, która czuwa nad Finiki. Można do niej podejść, schodami z miasteczka. Ze wzgórza rozpościerają się piękne widoki na osadę i morze.

Finiki

Z Finiki jedziemy na plażę Argila Potamos, która znajduje się niedaleko naszego miejsca noclegowego. Plaża jest piaszczysta, a w jej okolicach występują piękne formacje z piasku.

Kolejny dzień i piękne plaże na Karpathos

Oczywiście już nie muszę pisać, że przed nami kolejny słoneczny dzień. Jedziemy na wschodnie wybrzeże, po drodze zatrzymujemy się przy niewielkim prawosławnym kościółku. Obok na dziedzińcu stoi dzwonnica. Kościółek swoim urokiem przyciąga już z drogi. Jest ładnie położony i widoczny z każdej strony.

Plaża Kyra Panagia 

Wschodnie wybrzeże jest bardzo zielone w porównaniu do południowej części Karpathos. Jedziemy drogą wijącą się niczym serpentyna, przez zbocza gór porośniętych lasami piniowymi. Osoby cierpiące na chorobę lokomocyjną, mogą mieć tutaj problem. 

Dojeżdżamy do sennej osady Kyra Panagia. Wioska oferuje miejsca noclegowe, kilka tawern i minimarket, ale i tutaj nie sezon się skończył. Plaża jest tutaj imponująca, wciśnięta pomiędzy wysokie klify porośnięte sosnami, uważana jest za jedną z najładniejszych plaż w Grecji. Turkusowy kolor wody, cudownie kontrastuje z jasnym piaskiem na plaży. W pełnym sezonie można tutaj wypożyczyć leżak i schować się pod parasolem. 

Dziś tutaj hula jedynie wiatr, a miejsce to przypomina wymarłe miasteczko. Tradycyjne białe domy z niebieskimi okiennicami świecą pustką. Na wzgórzu stoi niewielki biały kościółek z czerwoną kopułą, zaglądam do środka, wnętrze wygląda podobnie jak większość kaplic na wyspie.

Powyżej kościółka, biegnie ścieżka do góry, która ginie gdzieś w głębi lasu. Przejście dalej jest niemożliwe, bo jest płot i zamknięta bramka. Widoki jakie się stąd rozpościerają, zapierają dech w piersiach.

Zwiedzanie Pigadii o zachodzie słońca

Późnym popołudniem jedziemy do Pigadii, stolicy Karpathos. Byliśmy tutaj pierwszego dnia, późnym wieczorem zaraz po przylocie. Tym razem chcemy zwiedzić miasto za dnia. Idąc piękną nadmorską promenadą, zachwycamy się kafejkami, tawernami i restauracji położonymi wzdłuż zatoki. W porcie cumują piękne kolorowe łodzie, promem można popłynąć na wyspę Rodos. Można bez tłumów obejrzeć piękne uliczki, domy i podwórka. Oczywiście i tutaj nie brakuje kotków. Na wzgórzu nad portem można dostrzec ruiny starożytnego akropolu.

Kościół i cmentarz w Pigadii

Miejscem wartym odwiedzenia jest kościół wraz z cmentarzem, który jest uroczo położony na tarasie skalnym, nad urwiskiem opadającym do morza. Położenie cmentarza jest wyjątkowe piękne, zrobił na mnie ogromne wrażenie. I chciałoby się powiedzieć dlaczego nie może być tak u nas. W Grecji ze względu na brak miejsca i górzystość terenu, kości zmarłych po 3-4 latach wydobywane są z grobu, obmywane winem i konserwowane oliwą, a następnie umieszczane w małych skrzyneczkach bądź w kolumbarium. Grób wtedy może przyjąć  kolejną osobę zmarłą. Na greckich nagrobkach umieszczane są niezwykłe zdjęcia, bo nie są to typowe portrety jakie zamieszcza się w Polsce na grobowcach. Zmarli na fotografiach, są uśmiechnięci, pełni radości życia, niejednokrotnie pokazują pasję, zmarłej osoby. 

Powyżej kościółka i cmentarza znajduje się jeszcze jedna kapliczka. Kościół Panoramitis, do którego podejście jest bardzo strome. Nie mniej warto się tutaj wspiąć, bo ze szczytu rozpościerają się wspaniałe widoki na całą zatokę i miasto.

Najpierw koty, potem my…

Jak już zwiedziliśmy wszystko co się tylko dało, wiedziałam, że będę musiała tutaj powrócić. Ale tym razem nie na zwiedzanie, tylko nakarmić wszystkie te kociaki. Biedne maluchy chodziły za nami, a my nie mieliśmy im co dać jeść. Smutne to ich życie, najgorzej mają chyba poza sezonem.

I tak jak powiedziałam, wróciłam tutaj jak bumerang. Na miejscu nie zastałam ani jednego kota, ale wystarczyło zawołać, zastukać puszką i wszystkie te kochane czworonogi wybiegły ze swoich norek. Serce się radowało, że chociaż tyle mogłam dla nich zrobić.

Kiedy kotki były już nakarmione, sami spokojnie mogliśmy pójść na obiado-kolacje. Polecamy wspaniałą restauracji La Mirage w centrum Pigadii, z widokiem na przystań. Świetna obsługa, rozsądne ceny, naprawdę pyszne jedzenie. Zamawiamy oczywiście regionalne specjały. To jest zapewne miejsce do którego z chęcią powrócę. Tym bardziej, że przemiły Pan z obsługi, umiał powiedzieć do nas kilka słów po polsku. Co się potem okazało, jego żona Ania była polką mieszkającą w Katowicach.

Co przyniesie kolejny dzień?

Plan jest taki, aby zwiedzić kolejne plaże po wschodniej stronie Karpathos. Jedziemy w kierunku Othos, droga jest bardzo kręta, ale widoki są obłędne.

Othos najwyżej położona wioska na Karpathos

Othos to górzysta wioska, położona na zboczach wzgórza na wysokości 500 m n.p.m. tuż pod szczytem Kali Limni. Większość domów jest tutaj w kolorze kremowym z czerwoną dachówką. Wyspa Karpathos pozbawiona jest zabytków, ale piękne kościoły i kaplice nadrabiają ich braki. W Othos znajduje się piękny kościół, ruiny wiatraków oraz Muzeum Folkloru. Nam udało się zobaczyć jedynie kościół i to tylko z zewnątrz. Słynie z wypiekanego tu chleba i słodkiego czerwonego wina.

Apella Beach

Dalej jedziemy w kierunku wybrzeża na plażę Apella. Dojazd do plaży jest obłędny. Droga wiedzie przez las piniowy, serpentyną w dół. Zatrzymujemy się w okazałym miejscu, aby zrobić kilka zdjęć. Wysiadam z samochodu i nagle dopada mnie świeży i orzeźwiający zapach lasu i ziół. To zapach którego nigdy nie zapomnę. Wyspa w tym miejscu jest jeszcze bardzo mało zaludniona, dlatego przez małą ingerencję człowieka, możemy delektować się jego pięknym naturalnym zapachem.

Dojeżdżamy do plaży Apella beach. Na niewielkim wzgórzu zostawiamy samochód. Schodkami pomiędzy skałami schodzimy nad brzeg morza. Plaża jest zwinięta w malowniczą zatoczkę, a drzewa piniowe które ją otaczają, tworzą piękną scenerię. Morze jest lazurowe i niewiarygodnie czyste. To kolejny raj na ziemi. Nie istnieje tutaj żadna działalność turystyczna, nie ma miejsc noclegowych, tavern i wypożyczalni. Zapytacie to co jest?

I tu Was zaskoczę, są leżaki, obecnie schowane pomiędzy skałami. Trudno powiedzieć czy w sezonie są wypożyczane odpłatnie? Kilka z nich zostało jeszcze na plaży, spokojnie można było się na nich położyć. I co jeszcze? oczywiście cisza i spokój.

Tak się nam tutaj spodobało, że byliśmy tutaj raz jeszcze. Wtedy oprócz plażowania, zrobiliśmy sobie jeszcze mały spacer ścieżką, która wiodła tuż nad brzegiem skarpy. Na jej końcu mogliśmy dostrzec kolejną trudno dostępną plaże.

Pomimo, że drogi dojazdowe nie należą do łatwych, trasa sama w sobie jest piękna widokowo. Należy mimo wszystko uważać, na spadające kamienie prosto na drogę. Lawiniska które miały tutaj miejsce, zniszczyły niejeden kawałek drogi, barierki i wszelkie zabezpieczenia. Wiele jest również plaż, do których turysta nie dociera. Schowane są pomiędzy górami i praktycznie dojazd do nich jest niemożliwy.

Nikolaos Beach

Skoro już zwiedzamy wschodnie wybrzeże, jedziemy 12 km na północy wschód na plażę Nikolaos Beach. Plaża jest również urocza, ale tutaj już jest pełna infrastruktura. Pensjonaty, wypożyczalnie i i kilka tawern, które zapewne w sezonie kuszą pysznymi rybkami. Ta malownicza żwirowa plaża z krystalicznie czystą wodą, jest otoczona imponującymi górami, przez co chroniona jest przed silnymi wiatrami. Nad brzegiem morza leżą olbrzymie głazy, dzieląc jedną wielką plażę na dwie mniejsze.

Idziemy wzdłuż morza, oprócz nas jest kilku robotników, którzy pracują przy budowie domu. Dwie starsze osoby siedzą na tarasie zamkniętej restauracji, widać, że to tubylcy.

Lefkos Beach

O zachodzie słoneczka przelatujemy na drugą stronę wyspy na plażę Lefkos Beach. Droga jest pięknie widokowa, krajobraz zatopiony w słońcu i olśniewający widok błękitnej wody, zachwyca. Lefoks to maleńki kurort z trzema zatokami. Wszędzie pusto, cicho z chęcią jednak bym zobaczyła jak wygląda to miejsce w sezonie. Plaża na jednej z nich jest piękna szeroka i piaszczysta. Zaglądamy do pobliskiej tawerny, jest w niej pusto, to ostatni dzień jej funkcjonowania. Pomimo tego szef kuchni zaprasza nas na dużą rybę. Zostajemy, ale wpierw korzystamy z uroków ciszy, słońca i odpoczywamy na plaży. Właściciel tawerny nie wyglądał zbyt schludnie, widać, że świętował zakończenie sezonu. Ale jakie zaserwował nam jedzenie, to palce lizać. Rybka, frytki, sałatka grecka i inne greckie przysmaki.

Połówka pobytu

Dzień pomimo urlopu jest pracowity, tak czasami bywa, że trzeba popracować zdalnie. Dlatego nie wypuszczamy się nigdzie dalej, jedynie w planach mamy pobyczyć się na pobliskiej plaży Diakoftis Beach. To plaża położona blisko pasa startowego, pisałam o niej drugiego dnia pobytu. Dzisiaj trochę wieje, ale wiatr wcale nie przeszkadza w kąpielach słonecznych. Zapuszczam się w głąb zatoki, gdzie fale sięgają kilku metrów. Ciekawie musi tutaj być kiedy jest sztorm. Kozy regularnie odwiedzają to miejsce, pewnie mają tutaj swoje smakołyki. 

W drodze powrotnej zwiedzamy wybrzeże, które rozciąga się blisko naszej miejscówki. Znajduje się tutaj plaża Karpouzaki Beach, która przez ciekawe formacje skalne przyciąga turystów, a zwłaszcza nudystów. Nie było nam dane jego zwiedzić, gdyż ktoś z nas czułby się niekomfortowo. Wieczorem już tradycyjnie, jedziemy na pyszną obiadokolację do tawerny w Pigadii.

Weekend pod znakiem greckich miasteczek

Dla takich wschodów słońca warto wstać przed 7 rano. Widok z naszego domku zapiera dech w piersiach. W sumie to powinnam zrobić sobie taką tapetę na ścianie. Ruszamy dość wcześnie rano, bo sporo chcemy dzisiaj zwiedzić.

Arkasa

Przejeżdżamy przez Arkasę, miasteczko które wygląda dzisiaj zupełnie inaczej, niż widzieliśmy je kilka dni wcześniej. To wszystko przez inny kąt naświetlania. Podjeżdżamy z innej strony, ale niestety nie ma tutaj przejazdu. Dalszą drogę przemierzam na pieszo. Piękne biało-niebiesko-kremowe zabudowania, usytuowane są na wzgórzach. Idę wąskim przejściem, gdzie widać, że mieszkają tutaj tubylcy. Wisi pranie, ktoś podlewa kwiaty, a koty na mój widok biegną w moją stronę.

Mesochori ze wspaniałym widokiem na morze. 

Dalej jedziemy do Mesochori, pięknej wioski oddalonej o 34 km od stolicy Karpathos. Wioska położona jest na zboczach wzgórza i jak większość innych, ma tradycyjny charakter. Biało-kremowe domy, wąskie alejki, tworzą wspaniałą scenerię. Schodzimy praktycznie najniżej jak się tylko da, na rozległy plac, na którym stoi bizantyjski kościół Agia Irini z pięknymi freskami. Rozpościerają się stąd niesamowite widoki na całe wybrzeże, oraz miasteczko. Mieszkańcy wioski nie mają tutaj lekko, podejścia są dość strome, a i zejścia nie należą do łatwych. Znajduje się tutaj jeszcze kilka innych kościołów, które warto zobaczyć, między innymi Kościół Matki Boskiej, Kościół Agios Ioannis. 

Kolejnym punktem dzisiejszego zwiedzania jest Olympos, miasteczko leżące w północnej części wyspy. Droga do niego jest niezwykle spektakularna,  wąska i ciągnie się przez wysokie góry. Mijamy urwiska i przepaście strome, jedziemy tuż nad półkami skalnymi, z których spadają wielkie głazy na drogę.

Malownicza miejscowość Olympos. 

Olympos to najbardziej wysunięte miasteczko na północ, na wyspie Karpathos. Wyspa była niegdyś częstym celem piratów, atakowali oni wszystkie wioski położone blisko wybrzeża. Dlatego Olympos zostało zbudowane na górze Proroka Eliasza, pomiędzy dwoma szczytami na wysokości około 300 m n.p.m. Mieszkańcy musieli się zmagać się z silnymi wiatrami i innymi przeciwnościami losu, ale mimo wszystko czuli się tutaj bezpieczni. Piraci nie zawracali sobie głowy, miasteczkami położonymi wysoko w górach. 

Olympos niegdyś było niemal odcięte od reszty wyspy, trudno było dotrzeć do tego wyjątkowego miejsca. Dopiero po zbudowaniu nowej asfaltowej drogi, otworzyło się na turystykę. Wtedy stopniowo zaczęli się tutaj pojawiać pierwsi turyści, którzy chcieli poznać historyczną atmosferę i autentyczność tego miasta. 

To miejsce gdzie zatrzymał się czas, ludzie są tutaj autentyczni, a kobiety do dzisiaj chodzą w tradycyjnych strojach. Domy również zachowały swój tradycyjny kolor, są białe z kolorowymi okiennicami. Warto poplątać się po wąskich uliczkach i stromych schodach. Docieramy do małego placu, gdzie znajduje się największy historyczny kościół NMP. Nie mieliśmy okazji zobaczyć jego wnętrza, ale prawdopodobnie ambona jest w całości złocona, a ściany udekorowane są reprodukcjami scen biblijnych. We wiosce znajduje się malutka szkoła, obecnie chodzi do niej zaledwie trójka dzieci. Oczywiście jak we wszystkich poprzednich wioskach jest tutaj mnóstwo kotów. Są one jednak dużo bardziej zadbane, widać że mają tutaj dobrze, zapewne ze względu na większą ilość turystów.  

Olympos

 

Niespodziewane spotkanie

Poniżej kościoła tubylcy świętowali zakończenie sezonu, połączone z urodzinami jednego z greków. Z daleka czuć było grillowane mięso i donośny śpiew melodii greckich. Nagle spoglądam w dół i w tłumie rozpoznaję znajomą twarz. Wierzyć się nie chce, bo przecież wyspa jest totalnie wyludniona. Ale jednak, tak to moja znajoma ze swoim mężem i dziećmi. Co się potem okazało nie byli sami, oprócz nich urlop postanowiły spędzić jeszcze tutaj dwie pary z Zakopanego. Przylecieli na wyspę, aby zrobić nowe drogi wspinaczkowe i popływać na Windsurfingu.

Na Karpathos wspinanie rośnie w siłę. Tutaj znalazłam stronkę o wspinaniu się na wyspie Karpathos. https://www.climbingkarpathos.com/aktualnosci

Jaki ten świat jest mały, nie dość że turystów można było policzyć na palcach, to jeszcze to byli zakopiańczycy. 

Życie na Olympos

Prawie każdy skrawek ziemi był wykorzystany pod uprawy. Głównie jednak pola zlokalizowane były poza Olympos, w pobliskim Avlonie leżącym w żyznej dolinie. Jej mieszkańcy specjalizowali się w uprawach pszenicy i jęczmienia, które po zebraniu i oczyszczeniu transportowano do Olympos, gdzie mielono je w wiatrakach. Obecnie miejsce to nie ma już istotnego znaczenia w produkcji rolnej. Mieszkańcy wyprowadzają się, a pola zmieniają się w nieużytki. Samą Olympos zamieszkuje zaledwie 300 osób, trudniących się głównie hodowlą i uprawą, ale z roku na rok wioska coraz bardziej się wyludnia. Być może się to zmieni, jak jej mieszkańcy zaczną żyć z turystyki, ale czy wtedy nie zmieni się autentyczny klimat miasteczka?

Na wzgórzu, z którego rozpościera się piękna sceneria na całe miasteczko i wybrzeże dawniej stały wiatraki. Podobno było ich aż 70, obecnie zostały tylko dwa, reszta popadła w ruinę. Oba zostały odnowione, a w jednym z nich na parterze mieści się niewielka tawerna. To najbardziej znana wioska i obowiązkowe miejsce do zwiedzenia na Karpathos.

Na Olympos znajduje się kilka ładnych kapliczek, umiejscowionych w pięknych sceneriach. 

Diafani, rybacka wioska

Z Olympos udajemy się piękną drogą do Diafani, miasteczka położonego w północno-wschodniej części wyspy Karpathos. Pośrodku zatoki znajduje się mały port, w którym zacumowanych jest kilka kolorowych łodzi rybackich. Można stąd również popłynąć do stolicy Karpathos, na wyspę Chalki, oraz Anafi. Tuż obok portu znajduje się, żwirowa plaża, dzisiaj pusta a wokół niej znajduje się kilka drzew tamaryszka. Nad brzegiem wzdłuż deptaku, znajduje się kilka restauracji i tawern które zapewne w sezonie kuszą regionalnymi potrawami. 

Poweekendowe zwiedzanie

Wyruszamy w kierunku plaży Achata Beach na północny wschód. Plan jest taki, aby zobaczyć jak znajomi, których wczoraj mieliśmy okazję spotkać w Olympos, wyznaczają nowe trasy wspinaczkowe.

Menetes

Po drodze zwiedzamy Menetes, gdzie na wzgórzu stoi pomnik żołnierza upamiętniający powstanie, które wybuchło 5 października 1944 r. przeciwko siłom okupacyjnym. Mieszkańców wyspy wsparli alianci i po 12 dniach walk Karpathos została wyzwolona. W marcu 1948r. Karpathos, wraz z innymi wyspami Dodekanezu, oficjalnie weszła w skład Grecji. Spowodowany wojną upadek gospodarczy zmusił mieszkańców do emigracji do Ameryki, gdzie wielu zdobyło fortuny, którymi zasiliło wyspę. Tekst zaciągnięty ze strony moja-grecja.pl

Menetes to pięknie położone miasteczko wraz z piękną Świątynią usytuowaną na szczycie klifu. Kościół został wzniesiony w 1847 roku ze szczytu roztacza się fantastyczny widok na okolicę.

Znajduje się tutaj piękny cmentarz, który został wbudowany w zakręt drogi.

Plaża Achata Beach

Dojeżdżając do plaży Achata Beach, po drodze mijamy jeszcze kilka innych ślicznych zatoczek, ale dojazd do nich samochodem jest raczej niemożliwy. Plaża Achata położona jest na dziko pomiędzy wysokimi górami. Wiedzie do niej bardzo kręta drogą, ale to miejsce, które upodobali sobie wspinacze, więc jest często odwiedzana. Atutem skał jest ich wystawa północno-wschodnia, co daje możliwość wspinania się w cieniu. Ponoć na Karpathos znajduje się około 250 dróg wspinaczkowych, poprowadzonych po różnorodnych formacjach skalnych. Na Karpathos znajduje się Kanion Iwona nazwany na cześć Polki – Iwony Buczek, która razem z lubińskim Stowarzyszeniem Miłośników Gór wyznaczała drogi wspinaczkowe na wyspie.

Plaża jest kamienista, ale bardzo przyjemna. Zostajemy tutaj prawie do zachodu słońca. 

Ostatnie dwa dni pobytu

Przed nami ostatnie dni pobytu na wyspie. Chcemy jeszcze wrócić w miejsca, które gdzieś po drodze przykuły naszą uwagę. Jednym z takich miejsc jest górska wioska Aperi, gdzie znajduje się grecki prawosławny kościół. Na początek ścieżki trafiliśmy przez przypadek. Początkowo należy przejść pomiędzy wąskimi uliczkami miasteczka. Dalej ścieżka prowadzi do zboczem góry. Jest w bardzo dobrym stanie i wygląda jak szlak górski. Po 15 minutach tuż przed samym zachodem słońca docieramy na szczyt, widoki są obłędne. 

Wracając robi się dość chłodno, ale to najwyżej położona wioska na Karpathos. 

Ostatniego dnia, odpoczywamy na plaży Apella Beach. Wschodnie wybrzeże jest bardzo ciekawe i piękne. To jeszcze kilka migawek z naszej podróży po wyspie. 

Na obrzeżach stolicy Pigadii wznosi się kilka kościołów, które warto zobaczyć. Samochodem podjeżdżamy do większości z nich. Stoją samotne na wzgórzach, z których roztaczają się piękne widoki na całą okolicę i wybrzeże.

I tak kończy się nasz pobyt na wyspie. Zaglądamy po raz ostatni do restauracji La Mirage, aby zjeść greckie przysmaki. Żegnamy się z obsługą lokalu, Jutro wracamy do Polski, tam czeka na nas spore ochłodzenie. Cóż trzeba powrócić w realia. 

Dziękuję za uwagę. Może ktoś skusi się na wyjazd, a jeśli tak, to oczywiście służę pomocą. 

Mamy dla Was jeszcze krótki film. 

https://www.youtube.com/watch?v=Hh4iUHqDa5U&t=13s