Na parkingu na Palenicy Białczańskiej łatwo zobaczyć, jak różnie ludzie podchodzą do kasku. Jedni mają go przypiętego do plecaka, bo idą na Orlą Perć, inni wiozą w bagażniku pomarańczową skorupę z budowy, bo „kask to kask”. Tymczasem kask, który świetnie chroni cieślę przed młotkiem spadającym z rusztowania, w żlebie pod Zawratem może się okazać kiepskim wyborem. I odwrotnie: lekki kask wspinaczkowy nie zawsze przejdzie odbiór na placu budowy. Różnice wynikają z tego, przed czym każdy z nich ma chronić.
Dwie normy, dwa różne zagrożenia
Kask przemysłowy powstaje według normy EN 397. W przypadku tradycyjnych kasków przemysłowych główny scenariusz to przedmiot spadający z góry na głowę stojącego pracownika: śruba, kawałek betonu, narzędzie upuszczone piętro wyżej. Dlatego takie kaski projektuje się przede wszystkim z myślą o uderzeniach w czubek głowy, a pasek podbródkowy, jeśli w ogóle jest, ma się rozpinać przy stosunkowo niewielkiej sile. Chodzi o to, żeby kask zahaczony o pręt zbrojeniowy czy element maszyny spadł z głowy, a nie przydusił pracownika.
Kask wspinaczkowy spełnia normę EN 12492 i jest projektowany z myślą o nieco innych zagrożeniach. Wspinacz może zostać uderzony kamieniem z góry, ale równie dobrze może odpaść od ściany, obrócić się na linie i uderzyć bokiem albo tyłem głowy o skałę. Norma sprawdza więc także uderzenia z przodu, z boku i z tyłu. Pasek podbródkowy musi natomiast trzymać mocno, bo kask, który zsuwa się przy upadku, nie spełnia swojej roli.
Co to oznacza na szlaku
Na tatrzańskich szlakach z łańcuchami największym zagrożeniem są kamienie strącone przez ludzi idących wyżej. W lipcowy weekend na Orlej Perci czy w Żlebie Kulczyńskiego ruch bywa taki, że turyści znajdują się jeden nad drugim. Wystarczy, że ktoś postawi but na luźnym bloku. Oba rodzaje kasków mogą chronić przed uderzeniem z góry, ale nie oznacza to, że można ich używać zamiennie. Różnica wychodzi przy poślizgu. Turysta, który spada kilka metrów po płycie albo przewraca się do tyłu na stromym trawersie, uderza głową o skałę pod różnymi kątami. Tradycyjny kask budowlany z luźną więźbą i bez paska może po prostu spaść z głowy przy pierwszym kontakcie. Do tego dochodzi waga: kilka godzin podejścia z cięższą skorupą na głowie męczy kark, a przegrzana głowa w słońcu szybko zniechęca do noszenia kasku w ogóle. Kask leżący w plecaku nie chroni nikogo.
Praca na wysokości to trzecia kategoria
Między skałą a budową jest jeszcze świat ludzi, którzy pracują na linach: technicy dostępu linowego myjący elewacje, monterzy na masztach telekomunikacyjnych, ratownicy, arboryści. Ich sytuacja łączy oba scenariusze. Pracują w miejscu, gdzie mogą spaść na nich narzędzia, ale sami też wiszą w uprzęży i mogą uderzyć głową o konstrukcję przy wahnięciu albo odpadnięciu.
Dlatego w tej grupie popularne są kaski z podwójną certyfikacją albo modele przemysłowe z mocniejszym paskiem podbródkowym, który nie rozpina się przy upadku. Producenci sprzętu dla tej branży oferują też wersje bez otworów wentylacyjnych, do pracy przy instalacjach elektrycznych, oraz kaski z gniazdami na latarkę czołową, przyłbicę i ochronniki słuchu. Przy wyborze trzeba patrzeć na etykietę wewnątrz skorupy, a nie tylko na kształt. Dwa kaski wyglądające niemal identycznie mogą mieć zupełnie inne certyfikaty.
Kto wpisuje w wyszukiwarkę coś w rodzaju kaski do pracy na wysokości kask, zwykle szuka właśnie takiego kompromisu: kasku, który zostanie zaakceptowany przez służbę BHP, a jednocześnie nie spadnie z głowy podczas pracy w zawieszeniu. Dobrze wtedy porównać karty techniczne kilku modeli, zamiast kierować się samym wyglądem.
Jak sprawdzić, czy kask pasuje
Niezależnie od przeznaczenia, kask musi dobrze leżeć na głowie. Kilka prostych testów da się zrobić od razu po założeniu:
- po zapięciu paska i dociągnięciu regulacji kask nie powinien się przesuwać, gdy pochylisz głowę do przodu i potrząśniesz nią na boki,
- przednia krawędź powinna kończyć się mniej więcej dwa palce nad brwiami, a nie zsuwać na oczy,
- pasek pod brodą ma przylegać, ale nie uciskać przy przełykaniu,
- czapka zimowa albo kominiarka nie może zmieniać sposobu, w jaki kask się układa, więc przymierzaj go w tym, w czym będziesz chodzić.
Osobna sprawa to stan kasku. Pęknięta skorupa, zgnieciona pianka albo wyblakły od słońca plastik to sygnał do wymiany, nawet jeśli kask „jeszcze wygląda”. Każdy producent podaje w instrukcji okres używania i warunki przechowywania. Kask, który przeleżał kilka lat na tylnej półce samochodu, w upale i mrozie, może nie zapewniać już odpowiedniej ochrony.
Jeden kask do wszystkiego?
Część osób chodzi po górach i pracuje na wysokości zawodowo, więc naturalnie pyta, czy da się mieć jeden kask. Czasem tak, jeżeli model ma oba certyfikaty i pracodawca go akceptuje. W praktyce wiele osób woli jednak dwa: lżejszy, dobrze wentylowany na Tatry i solidniejszy do pracy, który znosi kurz, smar i codzienne transportowanie. Kask do pracy szybciej się zużywa, a szkoda tracić ulubiony górski egzemplarz na rysy od blach i betonu.
W górach decyzja jest prostsza, niż się wydaje. Na szlaki z ekspozycją, w żleby i na drogi wspinaczkowe wybiera się kask z normą EN 12492. Pomarańczowa skorupa z budowy niech zostanie na budowie.